polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Dead Weather Horehound

The Dead Weather
Horehound

Czego nie dotknie się Jack White niczym król Midas zmienia w złoto. Dowodem na to są kolejne płyty The White Stripes, The Raconteurs i nowy projekt The Dead Weather. Trudno jednak wskazać tutaj White’a jako głównego prowodyra tego przedsięwzięcia, bowiem udział w komponowaniu materiału na debiutancki album kwartetu po równo rozkłada się między nim a resztą zespołu - Alison Mosshart znaną The Kills, Dean’em Ferrita z Queens of the Stone Age i Jackiem Lawrence z The Raconteurs.

Od początku do końca odczuwa się na tej płycie pustynny, suchy i garażowy klimat uzyskany dzięki częstym bluesowym gitarom i muzycznym, hałaśliwym brudzie najlepiej słyszalnym w fantastycznym coverze „New Pony” Boba Dylana.
Co ważne, White porzuca tutaj rolę gitarzysty i siada za bębnami, penetrując ich możliwości na wszystkie możliwe sposoby – od ogłuszającej gry na talerzach po bardzo ciche wystukiwanie rytmu stopą, czasem fantastycznie zmieniając tempo. Ale tak jak ważny jest podział wpływu poszczególnych osób na kształt kompozycji tak samo dają o sobie znać poszczególne instrumenty – pomysłowe riffy Ferrity, klawisze najlepiej brzmiące chyba w „I Cut Like A Buffalo” czy świetna linia basu w „60 Feet Fall” otwierającym płytę. No i oczywiście wokale Alison Mosshart, której porywisty głos świetnie pasuje do tej brudnej i agresywnej muzyki. White pojawia się na wokalu w tle, czasem wkraczając do pojedynku na głosy jak chociażby w „Treat Me Like Your Mother”. Warto jednak wsłuchać się w to, co muzycy śpiewają - podróżowanie przez pustynię czy poszukiwanie broni to tylko niektóre z tematów utrzymanych w westernowskim klimacie, do jakiego muzyce The Dead Weather zdecydowanie najbliżej.

Kwartet nie odkrywa tutaj nowych muzycznych horyzontów, ale nie o to chodzi. The Dead Weather tak jak pozostałe projekty White’a pokazuje jak w doskonały sposób rock’n’rollową tradycję muzyczną można przetworzyć tak, żeby z nowej perspektywy pokazać to, co jest w już przecież dobrze znane. „Horehound” to płyta pełna pomysłów, ciekawych aranżacji, brzmiąca bardzo świeżo. Nie nuży ani przez chwilę chwilę, za to robi ogromne wrażenie.

[Jakub Knera]