polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Cave Singers Welcome Joy

Cave Singers
Welcome Joy

Debiutując dwa lata temu płytą „Invitation Songs”, Cave Singers zdawali się bardziej jednorazowym projektem, niż regularnym zespołem. Gitarzysta Derek Fudesco był całe życie basistą, grając m.in. w Pretty Girls Make Graves i Murder City Devils, a wokalista Pete Quirk związany był z grupami (post)-punkowymi. Żaden z nich nie grał akustycznie ani folkowo, jednak trio ze Seattle objawiło się światu sympatyczną płytą. Może naprędce skomponowaną i nagraną, ale nawet w zalewie folkowych wykonawców ostatnich lat, chropowaty wokal i zgrabne, z rzadka tylko grane akordami aranżacje zapadały w pamięć.

Dwa lata oraz trasy z Band of Horses, Love as Laughter i Lightning Dust później, Cave Singers prezentują drugi album, który niestety rozczarowuje na całej linii. Kompozycyjnie nie wnosi nic nowego, ciągle są to skromne, opowiadane piosnki. Podane w dokładnie tej samej manierze wykonawczej i nawet jeśli nagrane są bardziej czysto i przestrzennie, nadal wydają się stworzone w oka mgnieniu. Kiedyś był to atut, teraz mam wrażenie, że album został napisany na kolanie. Uwaga słuchacza opada z każdym kolejnym utworem, co dla trwającej 35 minut płyty jest ciosem. Co gorsza, najlepsze momenty zdają się kopią najbardziej wciągających pomysłów z debiutu. A mogło być tak pięknie.

 

[Piotr Lewandowski]