polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
2562 Unbalance

2562
Unbalance

Dubstep podobnie jak drum'n'bass narodził się na Wyspach. Ostatecznie jednak w eterze nie ma granic. W sieci tym bardziej. Ziarno zostało zasiane, pędy zaczęły puszczać. Basowe wici rozsnuły się wzdłuż i wszerz. Dowodem tego może być twórczość Holendra Dave'a Huismansa, wydającego pod szyldem 2562. Jego album „Aerial” był niewątpliwie jednym z najciekawszych dubstepowych krążków zeszłego roku. Nadawał garage'owym breakom lotny groove rodem z minimalu. Vibe zdecydowanie taneczny, ale subtelny.

 

Teraz artysta wraca z drugim longplayem. „Unbalance” to  sequel poprzedniego albumu. Huismans konsekwentnie rozwija i szlifuje na nim motywy z „Aerial”. Podaje minimalistyczne, podzwaniające tempa inspirowane two stepem – dużo hi-hatów, miękkie stopy, płaskie clapy. I cyk-cyk-cyk-cyk-cyk-cyk.... Jedziemy. Osnuci delikatną mgiełką, w której połyskują wiązki neonowych świstów, rozlegają się echa metalicznych klangów, przelewają się plamy szklistych pogłosów. Bas raczej pulsuje niż miażdży. To nie do końca jest dubstep. Można by to wydawnictwo określić podobnie jak pisano o debiucie Flying Lotus mianem „wonky”  - cokolwiek to znaczy, płyta Amerykanina może stanowić pewien punkt odniesienia. To brzmienie nie uderza masywnością, raczej tętni sprężyście. Utwory napędza minimalistyczny groove niczym w kawałkach Buriala. Ale Holender jest zdecydowanie bardziej taneczny w swoich produkcjach. Niektóre to po prostu minimal sensu stricte. Równy, prosty. Innym z kolei bliżej do instrumentalnego hip hopu, który tworzy w ramach osobnego projektu – A Made up Sound; w tych najlepszych momentach przypominają o blasku solowych numerów J Dilla. Spektrum nastrojów jest szerokie, ale sound monochromatyczny, spójny – elegancki i wyważony. Każdy szmer, każdy stukot, każda błyszcząca plama wydają się na swoim miejscu. Idealna symetria.

 

[Michał Nierobisz ]