polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Globaltica 2009
park kolibki | gdynia | 24-25.07.2009

Ewolucja Festiwalu Globaltica przebiegała w różnych kierunkach, ale tegoroczna zmiana w programie imprezy kazała na nią spojrzeć z zupełnie innego punktu widzenia – zamiast znanych nazwisk, które pojawiały się podczas minionych edycji zaproszono twórców mniej popularnych, ale prezentujących różnorodne spojrzenie na współczesną muzykę. Było to niemałe zaskoczenie, ale okazało się strzałem w dziesiątkę, stawiając Festiwal Globaltica jako jeden z ciekawszych letnich festiwali w Polsce.

Niemałą zasługę w rewelacyjnym klimacie imprezy sprzyjającym odbiorze muzyki, ma miejsce w którym się ona odbywa. Park Kolibki do zalesiona przestrzeń w Gdyni-Orłowie znajdująca się pomiędzy Aleją Zwycięstwa, główną arterią Trójmiasta i gdyńskim klifem.

Odpowiedzialna za artystów, którzy zostali zaproszeni na tegoroczny festiwal była ekipa z gdyńskiego Klubu Ucho. Jeśli spojrzeć na zespoły, które odwiedzają to miejsce w ciągu roku nie ma cienia wątpliwości, że w doskonały sposób potrafią oni wybrać muzykę różnorodną, ale też taką, która – w nawiązaniu do idei festiwalu – kultywuje korzenie i tradycje muzyczne, wyciągając z nich to co najlepsze. Tak w istocie było – w Parku Kolibki pojawiły się bowiem zespoły grające zarówno muzykę folkową, rockową, etniczną a nawet stoner metalową.

Koncerty – rozpoczynające się o godzinie 15 (co w piątek, pierwszy dzień imprezy było niestety zbyt wczesną porą) inaugurowały polskie formacje m.in. Kyst, Iowa Super Soccer, Blisko Pola i Jacek Kulesza. Te nadawały się doskonale na swobodne rozkręcenie imprezy i mimo, że niektóre z nich prezentowały muzykę trochę senną i anemiczną, doskonale pokazywały jak w ciekawy sposób tradycję folkową można przetwarzać na polskim gruncie.

Po nich Globaltica zamieniła się w istną podróż w czasie. Fantastycznie wypadła rock’n’rollowa grupa Howlin’ Rain, prezentując pomysłową fuzję bluesa, rocka i psychodelii spod znaku lat 70., utrzymanych w prawdziwie hipisowskim klimacie. Fenomenalny okazał się wyglądający niczym muzyczny grajek Jason Webley, który na scenie pojawił się z akordeonem w towarzystwie rosyjskich muzyków. Jego żywiołowa mieszanka muzyki punkowej, folkowej i żydowskiej zachwycała formą, a także formą prezentacji. Webley jak mało kto utrzymywał kontakt z publicznością angażując ją czynnie w występ m.in. dzieląc na chór składający się z puzonów i skrzypiec lub każąc obracać się wokół własnej osi patrząc w niebo. Widok ludzi zgromadzonych pod sceną stosującej się do wszystkich zaleceń był iście imponujący.

Rewelacyjny koncert dała Lydia Lunch w akompaniamencie Big Sexy Noise. Jej drapieżny śpiew idealnie współgrał z brzmiącą bardzo brudno i mrocznie, gęstą gitarą Jamesa Johnstona czy odjeżdżającym nie raz w improwizowane rejony, saksofonie Terry’ego Edwardsa.

Ale nie zabrakło miejsca dla wykonawców z kręgu muzyki etnicznej – Bassekou Kouyate z zespołem Ngoni Ba zaprezentował energiczną i bardzo pogodną dawkę muzyki afrykańskiej. Tańcom pod sceną nie było końca, a i występ kilkuosobowego zespołu robił niemałe wrażenie, głównie z powodu instrumentów na których grali – strunowych ngomi czy ogromnej tykwy calebasse odpowiedzialnej za warstwę rytmiczną poszczególnych kompozycji.

Drugi dzień imprezy to przede wszystkim występ kwartetu Murder By Death, łączącego w swojej muzyce wpływy alt-country i post-punka. Grupa pod względem emocji płynących ze sceny nasuwa skojarzenia z zespołem Devotchka, przede wszystkim dzięki grze wiolonczelistki Sarah Balliet i przejmująco śpiewającego Adama Turli.

Niestety z powodu choroby w Parku Kolibki nie pojawiła się Mari Boine. Zamiast niej na chwilę wytchnienia pozwoliła Marie Sioux, która na scenie pojawiła się samotnie jedynie z gitarą. Jej muzyka ujmowała nastrojowym i kameralnym klimatem, co doskonale uzupełniał jej kojący i ciepło brzmiący głos.

Najbardziej odmiennym od reszty był zespół zamykający festiwal, stoner-metalowy Orange Goblin. Brytyjczycy zaprezentowali solidną i wciągającą dawkę metalu i rocka, która mimo że niezwykle żywiołowa na tle innych koncertów wypadła jednak mniej ciekawie.

Tegoroczna edycja festiwalu okazała się znacznym sukcesem, zarówno pod względem zestawu artystów jak i publiczności, która jak na tego typu dość kameralną imprezę zjawiła się licznie. Przekrój artystów w ciekawy sposób zaprezentował jak muzyka folkowa i etniczna przeplata się ze współczesnymi brzmieniami gitarowymi i alternatywnymi. To była nie tylko wciągająca porcja muzycznej zabawy ale i prezentacja rozmaitych perspektyw postrzegania współczesnej muzyki przez pryzmat tradycji. Organizatorom za taką zmianę charakteru imprezy należy przyklasnąć i z wyczekiwaniem wyglądać kolejnej edycji. Zespołów łączących muzykę plemienną, etniczną i folkową ze współczesną elektroniką czy muzyką gitarową jest przecież coraz więcej, a Globaltica wydaje się być doskonałą okazją do ich zaprezentowania.

[tekst: Jakub Knera]

[zdjęcia: Dominik Staniszewski]

Jason Webley [fot. Dominik Staniszewski]
Big Sexy Noise (ft. Lydia Lunch) [fot. Dominik Staniszewski]
Bassekou Kouyate [fot. Dominik Staniszewski]
Howlin' Rain [fot. Jakub Knera]
Murder by Death [fot. Dominik Staniszewski]
Marie Sioux [fot. Dominik Staniszewski]
Firewater [fot. Dominik Staniszewski]
Bassekou Kouyate [fot. Dominik Staniszewski]
Big Sexy Noise (ft. Lydia Lunch) [fot. Dominik Staniszewski]
Jason Webley [fot. Dominik Staniszewski]
Marie Sioux [fot. Dominik Staniszewski]
Firewater [fot. Dominik Staniszewski]
Orange Goblin [fot. Dominik Staniszewski]
Murder by Death [fot. Jakub Knera]
Big Sexy Noise (ft. Lydia Lunch) [fot. Dominik Staniszewski]
Firewater [fot. Dominik Staniszewski]
Murder by Death [fot. Dominik Staniszewski]
Bassekou Kouyate [fot. Dominik Staniszewski]
Murder by Death [fot. Dominik Staniszewski]