polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Indukti wywiad z Maciejem Jaśkiewiczem

Indukti
wywiad z Maciejem Jaśkiewiczem

Indukti powraca po pięciu latach z drugim albumem „Idmen”. Z nowymi pomysłami, z nowym wydawcą, wreszcie z gościnnym udziałem muzyków znanych z grup Sleepytime Gorilla Museum, Rootwater i Prisma. Na „Idmen” jest ciężar, trochę etnicznych naleciałości, wielowymiarowość kompozycyjna. O wszystkich szczegółach związanych z nowym wydawnictwem opowiada gitarzysta Maciej Jaśkiewicz.

Dwa lata temu wystąpiliście przed Sleepytime Gorilla Museum w CSW. Jak wspominasz ten koncert? Czy to właśnie wtedy nawiązaliście pierwszy kontakt z liderem SGM?


To było wspaniałe doświadczenie zarówno muzyczne jak i towarzyskie. Grupy Sleepytime Gorilla Museum słuchaliśmy już nieco wcześniej, z tym większą niecierpliwością czekaliśmy na wspólny koncert w Zamku Ujazdowskim. Tam poznaliśmy się i polubiliśmy. To co ten zespół pokazuje na scenie jest absolutnie wspaniałe i niepowtarzalne. Ewa utrzymywała dalszy kontakt z Nilsem. Kiedy szukaliśmy w myślach osób, które widzielibyśmy gościnnie na naszej nowej płycie, to właśnie on był pierwszym strzałem. Nie zawiedliśmy się, i myślę, że słuchacze też się nie zawiodą.

Nagrywając pierwszy album założyliście sobie, iż na Waszej najnowszej płycie również pojawią się utwory z gościnnym udziałem wokalisty(-ów)? Czym kierowaliście się przy doborze wokalistów? I czy w przyszłości, na kolejnej płycie, możemy oczekiwać nowych głosów?

Głównym kryterium przy doborze wokalistów była różnorodność artystyczna gości. Zależało nam na tym, żeby w jak największym stopniu urozmaicić nowy album i zróżnicować utwory stylistycznie przez dobór odpowiednich gości. Myślę, że ten cel osiągnęliśmy zarówno przez ciekawy wybór wokalistów jak i instrumentalistów, jacy wystąpili na płycie. Co do przyszłości, nie stoimy w miejscu, zamierzamy iść do przodu i z pewnością na kolejnej płycie będziemy się starali zrobić coś nowego i niepowtarzalnego. Oby nam się to udało!

Na „Idmen” gracie ostrzej. Wyrazista i mocna praca sekcji zbliżyła Indukti do sceny progmetalowej. Zamierzaliście pójść w kierunku cięższego grania czy wyszło to w sposób naturalny podczas komponowania nowego materiału?

Myślę, że to naturalny proces. Skład skonsolidował się, umocnił, dotarła się też jeszcze bardziej muzyczna komunikacja miedzy nami, a to, że nowy album odbierany jest przez słuchaczy jako cięższy niż poprzedni, jest wynikiem zarówno wzmożonej współpracy Wawrzyńca ze mną, a także Piotrkiem i Andrzejem, jak i na pewno naszych wspólnych, nagromadzonych od czasów zakończenia prac nad albumem „S.U.S.A.R.”, emocji i przemyśleń, których ujściem jest „Idmen”. Pracujemy zawsze bez oglądania się na modę czy trendy muzyczne. Staramy się robić to co nam podpowiadają serca i rozumy, nie patrząc wstecz.

Czy utwory z „Idmen” nagrane z wokalistami funkcjonują w wersjach instrumentalnych na koncertach? Jak dużo do powiedzenia mieli zaproszeni goście, na ile mogli sobie pozwolić, występując gościnnie na Waszej drugiej płycie?

Oczywiście na koncertach instrumentalnie gramy utwory, które na płycie „Idmen” istnieją w wersjach wokalnych i myślę, ze dużo nie tracą na sile. Koncerty Indukti to zupełnie co innego niż słuchanie płyty, co potwierdzają głosy słuchaczy. Na koncercie bardziej czuć przepływ energii i wylewające się z nas emocje.
Jeśli chodzi o gości, to nie mieli możliwości ingerencji w kompozycję utworów. Dostali oni jedynie gotowe, opracowane i skończone formy, w których mieli się odnaleźć i zrobić coś ciekawego. Mieli natomiast pełną dowolność jeśli chodzi o metodę osiągnięcia tego celu. Myślę, że to sprawiedliwy układ, może nieco ograniczający, ale to ograniczenie jest inspirujące i wymagające większego poświęcenia i pracy.

InsideOut Music wydaje się być muzyczną przystanią, do której lgną fani progresywnych dźwięków. Czy z perspektywy czasu uważasz wybór wydawcy za słuszny?  I czy jako pododdział SPV, mimo tzw. bankructwa naprawczego swojej "matki", daje sobie radę przy promocji Indukti?


W praktyce nie odczuliśmy w sposób szczególny skutków problemów finansowych z jakimi przyszło borykać się firmie InsideOut i jesteśmy nadal zadowoleni z wyboru takiego a nie innego wydawcy. Co będzie dalej – zobaczymy. Natomiast jak na razie współpraca między nami układa się dobrze.
 
Muzyka instrumentalna wymaga od twórcy położenia większego nacisku na urozmaicenie kompozycji. Jak wygląda proces tworzenia poszczególnych utworów w przypadku Indukti?

Zaczyna się z reguły od pomysłów, które pojawiają się na próbach. W momencie kiedy, któryś z pomysłów chwyci i wszystkich nas porwie do pracy, pracujemy nad nim i na jego bazie budujemy utwór. Idziemy do przodu z utworami tylko wtedy, kiedy istnieje szczególnego rodzaju aura wokół nas. Natomiast warunkiem koniecznym jest to, żeby każdego z nas bawiło to co robimy i nad czym pracujemy. Nie jest to łatwe i wymaga dużo czasu poświęconego na próby, stworzenia czegoś ciekawego według nas, ale myślę, że przynosi rezultaty i daje zespołowi Indukti atrybut niepowtarzalności, co jest dla nas bardzo cenne.

Większość z Was ukończyła szkoły muzyczne. Czy kierunkowe wykształcenie ułatwia tworzenie czy też każde zagranie rozbieracie na czynniki pierwsze i wnikliwie analizujecie?

Na pewno jest dużo łatwiej ciekawie tworzyć, mając w składzie muzyków, którzy posiadają wykształcenie muzyczne. Jest to wówczas proces dużo bardziej świadomy. Daje o wiele szersze spojrzenie na muzykę i łatwość komponowania. Nie staramy się natomiast rozkładać wszystkiego na czynniki i nie analizujemy każdej zagrywki. Pilnujemy natomiast zawsze poprawności harmonicznej i rytmicznej, co w niektórych przypadkach wymaga szczegółowej analizy, po to żeby każdy z nas mógł dołożyć w danym miejscu coś ciekawego od siebie. Bez muzycznego wykształcenia ta analiza nie byłaby praktycznie możliwa w naszym przypadku.

Dziękuję za rozmowę.

Dzięki!

(foto: insideout music)


[Marc!n Ratyński]