polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
One Day as a Lion One Day as a Lion

One Day as a Lion
One Day as a Lion

Perkusista John Theodore opuścił Mars Volta w momencie, gdy bezkrytyczny progrockowy patos tej grupy stał się kiczem nie do zniesienia. Po rozejściu się Zacka de la Rocha i pozostałych muzyków RATM, ci drudzy okrutnie zawiedli (wielu) swych i Chrisa Cornella fanów rockową przeciętnością Audioslave, czy też pretensjonalnością solowych wyczynów Toma Morello. Dwaj renegaci zawiązali One Day as a Lion i przerywają milczenie w rewelacyjny sposób. Choć na epkę składa się ledwie pięć utworów i nieco ponad dwadzieścia minut muzyki, jej bezkompromisowość, energia i soniczna aura okazują się kompletnie satysfakcjonujące.

Bynajmniej nie jest to tak odważne odejście od estetyki RATM jak np. kawałki Zacka z DJ Shadowem czy pamiętny CIA z Krs One i Last Emperor - kompozycyjnie, brzmieniowo (z dokładnością do funkujących solówek gitarowych) i pod kątem maniery wokalnej, płytce blisko do "Renegades". Jednak równouprawnienie wybuchowej perkusji oraz potężnych, hałaśliwych i pełnych sprzężeń instrumentów klawiszowych gwarantuje dynamiczny kontekst dla wściekłego i precyzyjnego w wykonaniu Zacka. Energia i świeżość są wystarczająco porywające, by przymknąć oko na to, że zespół umiarkowanie zaskakuje swym pomysłem na brzmienie i kompozycje. Epka unaocznia jednak jego potencjał i mam nadzieję, że miast odgrzewać festiwalowy kotlet z RATM, de la Rocha poświęci się One Day as a Lion i w 2009 roku panowie zaserwują longplaya.

[Piotr Lewandowski]