polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Dour Festival 2008
17-20.07.2008

Oczekiwania naszej redakcji wobec dwudziestej edycji festiwalu w Dour były olbrzymie, podobnie jak i większości zwolenników tego najbardziej eklektycznego i alternatywnego z dużych europejskich festów. Jubileuszowa edycja okazała się z jednej strony rozczarowaniem, gdyż zabrakło naprawdę „dużych”, niepowtarzalnych wydarzeń, uświetniających okrągłe urodziny imprezy, a z drugiej – bardzo pozytywnym zaskoczeniem, jako że festiwal obfitował w niespodzianki, rewelacyjne koncerty i szereg wydarzeń, które trudno byłoby przeżyć gdzie indziej.

Drugi rok z rzędu PopUp’owa reprezentacja raczej rzadko pojawiała się przed dwoma głównymi otwartymi scenami, poświęcając się fascynującemu zgłębianiu dźwięków w czterech festiwalowych namiotach. W wędrówkach między scenami towarzyszył nam każdego dnia ponad trzydziestotysięczny tłumek festiwalowiczów, cieszących się imprezą o dość tanich biletach, najbardziej chyba imprezowym kempingiem w Europie i różnorodną muzyką. Z organizacyjnych nowości warto wspomnieć, że niezłą ofertę gastronomiczną wzbogacił w tym roku położony w ustronnym miejscu ogródek ze specjalnymi belgijskimi piwami.

Jednak do Dour warto jechać dla muzyki. Jak już wspomniano, na tegorocznym European Alternative Music Event zabrakło naprawdę wielkich wydarzeń na głównych scenach, które w przeszłości często gościły unikatowe koncerty. Druga strona medalu była jednak pozytywna, ponieważ co najmniej kilka zespołów, które na innych festach nie byłyby headlinere’m, fantastycznie wykorzystało nadarzającą się okazję. Dotyczy to zwłaszcza Battles, Birdy Nam Nam, Gogol Bordello i Woven Hand.

Pierwszego dnia, na największej scenie Last Arena w deszczu zagrali m.in. Neon Neon, Foals, Goldfrapp, Birdy Nam Nam – zdecydowanie najlepiej wypadli ci ostatni. Czterech didżejów z Francji (grali w Dour już kilka lat temu, wywiad z nimi znajdziecie w numerze 15 PopUp) zaserwowało energetyczny set pełen instrumentalnego hip-hopu i elektro, który połączony z doskonałą oprawą graficzną porwał do zabawy kilkanaście tysięcy ludzi. Natomiast Foals, których debiut narobił sporo szumu, pokazali, że czasami łatwiej wyprodukować płytę, niż zreplikować jej energię na scenie. Goldfrapp zdecydowanie zawiodła, za sprawą kiczowatego wizerunku i disco-podobnych aranżacji, niszczących jej chłodny urok.

Drugiego dnia działała też nieco mniejsza Red Frequency, gdzie niezły koncert zagrali Pinback, bardzo dobry – The Notwist, a wprost genialny – Battles. Notwist wystąpili w Dour drugi rok z rzędu, tym razem z nowym materiałem i na dużej scenie. Battles zagrali natomiast jeden z najlepszych z kilku ich koncertów, jakie niżej podpisany miał przyjemność przeżyć. W pełni wykorzystując rozmach dużej sceny i energię publiczności, rozpalili sceniczny żywioł z intensywnością osiąganą przez nielicznych. Był to bezapelacyjnie jeden z najlepszych koncertów festiwalu. Na Last Arena festiwalowy piątek upłynął pod znakiem „dinozaurów” undergroundu – najpierw Do Or Die, Agnostic Front i Life of Agony spróbowali zamienić belgijską wioskę w brooklyński klub, a potem Ice Cube i Wu-Tang Clan – pokazać, że rap z lat 90tych nadal się broni. O ile pierwsza brygada sumiennie robiła swoje, o tyle druga wypadła bardzo blado.

Kolejnego dnia na Last Arena dominowało reggae (Omar Perry, Steel Pulse, Micheal Rose), zaś na Red Frequency uwagę zwracały dwie formacje o blueso’owych korzeniach – reaktywowani Meat Puppets oraz mroczne, atmosferyczne Woven Hand. W pamięci zapadli zwłaszcza ci drudzy. Reggae powróciło w niedzielę za sprawą m.in. Lady Saw i Alpha Blondy. Na Last Arena dzień otworzyli niesamowici The Moonshine Playboys, stylizowane na amerykańskich farmerów trio grające na perkusję, kontrabas i akordeon klasyki hard-rocka. Później The (International) Noise Conspiracy zagrali nieźle, ale jednak wzmagając sentyment za ich pierwszymi płytami – bardziej drapieżnymi i ciekawszymi niż aktualne. Zamknięciem festiwalu na Last Arena był euforycznie niemal przyjęty zespół Gogol Bordello, który swym kuglarskim połączeniem bałkańskich inspiracji i punk-rocka idealnie trafia w gusta belgijskiej i francuskiej publiczności. A propos, Shantel & Bucovina Club Orkestar wywołało niewiarygodną euforię wśród kilku tysięcy słuchaczy, a u mnie głęboki szok, że umiejętnie zapakowane rumuńskie disko polo można tak dobrze sprzedać.

Zajrzyjmy w festiwalowe namioty: Le Petite Maison dans la Prairie, Club Circuit Marquee, Dance Hall, Eastpak CORE Stage. Tam bowiem niemal każdego dnia materializowały się najważniejsze wydarzenia dwudziestej edycji Dour. Pierwszego dnia był nim koncert Dub Trio, nowojorskiej formacji łączącej dub z ciężkim graniem nowatorski w sposób, scalający te odległe inspiracje w organiczną całość. Perfekcyjne wykonanie, potężne brzmienie i intrygująca formuła kompozycyjna to wyznaczniki klasy Dub Trio. Spotkanie z niestandardowym dubem zaoferowali też Francuzi z Ez3kiel, pokrewni Massive Attack.

W piątek mocne gitarowe wczesne popołudnie zagwarantowali stonerowi Belgowie z Ultraphallus, piekielny Harvey Milk oraz nieodłącznie prowokujący Oxbow. W sobotę fascynującą ścianę brzmienia wykreowali Dalek & Zu, na koncercie antycypującym ich wspólną płytę. Obie formacje gościły już wielokrotnie w Dour, także w specjalnych projektach – w ubiegłym roku Dalek zagrali z Young Gods jako Gods & Griots, a Zu wystąpili u boku Joe’ego Lally oraz z projektem Black Engine. Zu & Dalek zaprezentowali instrumentalną, wielopłaszczyznową i intensywną muzykę, zderzającą rytmiczne ataki Zu ze wichrami laptopowego hałasu Dalek.

Niedzielę w tym samym namiocie, Le Petite Maison dans la Praire, gdzie z reguły w Dour odbywają się te najciekawsze wydarzenia gitarowe i noise’owe, rozpoczęło belgijskie Raxinasky, po których cios zadała doomowa supergrupa Asva (z muzykami Mr. Bungle, Earth i Sunn0))) w składzie). Później moment rozprężenia przynieśli Duńczycy z Efterklang, a chwilę wariactwa – Chrome Hoof. Następnie w Le Petite Maison zagrali Earth, udowadniając sens i wartość ich artystycznego nawrócenia z doom metalowej nawałnicy na stonowany walec pełen jazzowych odniesień.

Jednak wydarzeniem niedzieli był koncert Tortoise, którzy przylecieli do Dour na jedyny koncert na kontynencie. Grając na dwie perkusje i w bogatym instrumentarium, przypomnieli wszystkim dlaczego są niemal legendą współczesnej muzyki. Głębokie, pulsujące brzmienie, jakiego nie sposób ani pomylić z żadnym innym, ani podrobić, oraz wykonawcza fantazja sprawiły, że nawet utwory ze słabszej „It’s All Around You” były wciągającymi muzycznymi pejzażami. Jako że Tortoise zagrali też pakiet starszych kompozycji i bodajże coś nowego, ich koncert pretenduje do ścisłej czołówki najważniejszych wydarzeń festiwalu.

W Dour często wykluwają się talenty, co pokazał koncert Eli `Paperboy’ Reeda, bardzo gorąco przyjętego soulowo-funkowego młodzieńca. Od drugiego dnia festiwalu Dour roztańczyło się przy żywym graniu. Niezły i doskonale przyjęty, choć trochę drętwy muzycznie, koncert zagrali Ratatat. Flat Earth Society spotkało się na scenie z Jimim Tenorem, a istnym dynamitem okazali się Bonde do Role. W sobotę z równie gorącym przyjęciem spotkał się Herbaliser, nujazzowo-afrobeatowa grupa Heliocentrics nagrywająca dla Stones Throw, oraz japoński soulowo-funkowy kolektyw Soil & Pimp Sessions.

Po klęskach gwiazd, honoru hip-hopu w Dour przyszło z powodzeniem bronić Beansowi znanemu z Antipop Consortium, oraz Svinkels, obecnie najlepszemu (w opinii znajomych francuskich dziennikarzy) francuskiemu składowi. W niedzielę ramy gatunku z powodzeniem testowali Subtle – koncertem pełnym rekwizytów i teatralnej gry z widzem – i zacierający granice między indie-rockiem a hip-hopem Why? Anticon oraz powiązane z nim zespoły to nieodłączny element Dour i w tym roku anticonowcy również zapisali się wyrazistym pismem w kronice imprezy.

Ostatecznie, Dour dało jak zwykle olbrzymie pole popisu didżejom i laptopowcom. Pierwszy, rozgrzewkowy dzień był mocno elektroniczny za sprawą setów Ellen Allien, Tiga, Mode Selektor, Pendulum czy Shy FX. Drugiego dnia uderzyli choćby Boys Noize i Richie Hawtin, tony masywnego basu zapewnił The Bug, soundsystemową scenę opanowali Visionary Underground, Dreadzone, Adrian Sherwood.

Kolejne dni przynosiły coraz intensywniejsze didżejskie wydarzenia. W sobotnie popołudnie niezłego seta zagrał Flying Lotus, choć pozostał niedosyt, gdyż był on bliższy hip-hopowej imprezie niż autorskim dokonaniom FL. Wieczorem świetny, hipnotyczny występ dał DJ Krush, po którym można było udać się albo na lekkostrawnych Mr Scruffa i Gillesa Petersona, albo na ekstremalny, breakcore’owy dublet Otto van Schiracha i Drumcorps.

W niedzielę swój techniczny kunszt i misję zaprezentował, w zaskakująco przyjemny w odbiorze sposób, DJ Q-Bert, a obłędną muzykę zagrali Slagsmålsklubben. Sześcioosobowy szwedzki kolektyw zamieszkujący Berlin osadzony jest głęboko w latach osiemdziesiątych, grając muzykę jak żywo ilustrującą odkrycia Kwantu albo przygody Pi i Sigmy. Ponieważ grupa wykorzystuje syntezatory z tamtej dekady, ubierając elektropopowe kawałki w absurdalne brzmienie, jest bardzo przekonywująca. A widowisko i sceniczne wariactwo czynią z Slagsmålsklubben zjawisko, które warto zobaczyć na własne oczy.

I właśnie Slagsmålsklubben zamknęli dla mnie dwudziestą edycję festiwalu w Dour. Edycję, która jak na okrągłą rocznicę nie była wystarczająco spektakularna, ale miała w sobie wiele polotu i eklektyzmu, a wrażeń artystycznych i dobrej zabawy dostarczyła co niemiara. Dour to festiwal, który w większym stopniu niż inne festiwale pokazuje nie tylko hity danego sezonu, ale również zjawiska przyszłości. Ponieważ jest konsekwentnie odważny i zagląda w nowo pojawiające się nisze muzycznej alternatywy, pozostaje na mapie europejskich festiwali punktem świecącym inaczej niż wszystkie inne.

[zdjęcia: Piotr Lewandowski]

Battles [fot. Piotr Lewandowski]
Battles [fot. Piotr Lewandowski]
Battles [fot. Piotr Lewandowski]
Tortoise [fot. Piotr Lewandowski]
Tortoise [fot. Piotr Lewandowski]
Tortoise [fot. Piotr Lewandowski]
Notwist [fot. Piotr Lewandowski]
Notwist [fot. Piotr Lewandowski]
Goldfrapp [fot. Piotr Lewandowski]
Woven Hand [fot. Piotr Lewandowski]
Why? [fot. Piotr Lewandowski]
Why? [fot. Piotr Lewandowski]
Subtle [fot. Piotr Lewandowski]
Subtle [fot. Piotr Lewandowski]
Beans [fot. Piotr Lewandowski]
Dub Trio [fot. Piotr Lewandowski]
Dub Trio [fot. Piotr Lewandowski]
The International Noise Conspiracy [fot. Piotr Lewandowski]
The International Noise Conspiracy [fot. Piotr Lewandowski]
Foals [fot. Piotr Lewandowski]
Life of Agony [fot. Piotr Lewandowski]
Life of Agony [fot. Piotr Lewandowski]
Oxbow [fot. Piotr Lewandowski]
Zu & Dalek [fot. Piotr Lewandowski]
Asva [fot. Piotr Lewandowski]
Punish Yourself [fot. Piotr Lewandowski]
Pinback [fot. Piotr Lewandowski]
Birdy Nam Nam [fot. Piotr Lewandowski]
The Bug [fot. Piotr Lewandowski]
Flying Lotus [fot. Piotr Lewandowski]
DJ Q-Bert [fot. Piotr Lewandowski]
Tiga [fot. Piotr Lewandowski]
The Heliocentrics [fot. Piotr Lewandowski]
Herbaliser [fot. Piotr Lewandowski]
Shantel & Bucovina Club Orkestar [fot. Piotr Lewandowski]