polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Pivot wywiad

Pivot
wywiad

Mimo, że zespół Pivot w połowie sierpnia wydał już drugą płytę, dopiero po niej zrobiło się o nich naprawdę głośno. Pierwsza "Make Me Love You" odbiła się głośnym echem w Australii, ale przez fakt wydania ją tylko w tamtym kraju, grupa nie zyskała rozgłosu poza swoim krajem (to na tym albumie znalazł się m.in. utwór "Kirsten Dunst", od którego zaczynamy rozmowę). Na wydanym w połowie sierpnia "O Soundtrack My Heart" grupa eksploruje obszary elektroniki i rocka, połączonych ze sobą w mroczną i niezwykle dynamiczną mieszankę, która nierzadko potrafi zaskoczyć słuchacza. Tym bardziej na koncertach - przeprowadziliśmy rozmowę z zespołem przed ich występem w Berlinie. Jej efekty możecie zobaczyć poniżej.

Lubicie Kirsten Dunst?

[Laurence] (śmiech) Mieliśmy taki czas kiedy trochę ją lubiliśmy, ale to było dawno temu. Kiedy nagrywaliśmy tą piosenkę zobaczyliśmy ją na okładce "Rolling Stone" w bieliźnie. Ten magazyn krążył po naszym studiu - można powiedzieć, że była naszą inspiracją (śmiech). Ale później zdecydowanie spadła w naszych notowaniach.

Jesteście z Australii...

[Richard] Tak, wszyscy, My jesteśmy z Sydney a Dave z Perth, ale od 3 lat mieszka w Londynie.

Jak więc razem współpracowaliście - przesyłaliście sobie nawzajem poszczególne utwory?

[Dave] Dokładnie tak, wysyłaliśmy sobie nawzajem różne loopy, struktury, pomysły. Richard dodawał do nich swoje pomysły na gitarze, a Laurence partie perkusji. Po jakimś czasie powstały pewne szkice, wiesz swego rodzaju demo...

Opowiedzcie jak według was wygląda scena muzyczna w Australii...

[Dave] Hmmm

[Laurence] (śmiech)

[Dave] Jest bardzo mała (śmiech)

[Laurence] Tak, zdecydowanie. Gdy zaczynaliśmy grać , występowaliśmy w małych klubach jazzowych, albo podczas "nocy elektronicznych", potem w klubach z muzyką rockową. Ale ogólnie bardzo trudno jest znaleźć inne zespoły, z którymi można byłoby zagrać. Wiesz, takie które jakoś pokrywałyby się z naszą muzyką i z tym co gramy.

[Dave] Wydaje mi się, że nie czujemy się za bardzo w środku australiskiego rynku muzycznego, ale mimo to jest tam sporo interesujących zespołów...

Zdaje się że po kontrakcie z Warp Records jest o was o wiele głośniej - macie sporo wywiadów, mnóstwo koncertów; wydaje się wam że słucha was większa publiczność? jak to wszystko zmieniło się po przystąpieniu do tego labelu?

[Dave] Wydaje mi się, że to dość normalne. Nasza pierwsza płyta wyszła tylko w Australii, słyszała ją dość wąska publiczność, o wiele mniejsza niż teraz, w całej Europie. Dzięki Warp liczba naszych słuchaczy zdecydowanie się zwiększa, co z pewnością cieszy.

[Richard] Nie wiem czy poza tym coś więcej się zmienia. Może fakt, że możemy przeczytać więcej recenzji naszej płyty, skoro więcej ludzi nas słucha...

Czytałem kilka historii o tym jak Warp was znalazł, o tym jak odebraliście od nich maila w środku nocy... Jak to właściwie było?

[Richard] Tak (śmiech). Przysłali nam maila w ciągu dnia, ale to było w Europie, więc u nas w Australii mieliśmy środek nocy. Wciąż nie spaliśmy i nagle ze zdziwieniem przeczytaliśmy ich wiadomość. Byliśmy naprawdę zaskoczeni. Dave był chyba wtedy w Londynie, więc mu o tym napisaliśmy... Dla niego to był chyba początek albo środek dnia...

[Dave] Tak, chyba byłem wtedy na jakiejś imprezie, a w zasadzie to był już jej koniec nad samym ranem. Wiesz jak to jest o tej porze - powiedzmy, że nie za dobrze się wtedy czułem (śmiech). Nie jestem pewien czy ten news poprawił mój stan (śmiech).

Wiecie, mam raczej na myśli to jak poznali waszą muzykę? Ktoś z Warpa słyszał waszą pierwszą płytę?

[Richard] Tak naprawdę nie jestem pewien czy słyszeli nasza pierwszą płytę. Skończyliśmy nagrywać album i go usłyszeli...

Drugi album?

[Richard] Tak, był już gotowy...

Czyli skończyliście go nagrywać przed przystąpieniem do Warp Records?

[Dave] Tak, jakieś sześć miesięcy przed wydaniem albumu.

Hm, to dość mocno zmienia moje plany co do tego wywiadu. Ponieważ po pierwszym przesłuchaniu "O Soundtrack My Heart" pomyślałem, że ten krążek brzmi zdecydowanie tak jakby był wydany właśnie przez Warp Records. Wiecie, ta wytwórnia w pewien sposób kojarzy się z pewnym typem muzyki. Sporo zespołów wydających u nich płyty ma według mnie wiele wspólnego, więc chciałem spytać was co o tym sądzicie. Ale widzę, że cała moja teoria właśnie upadła (śmiech). Bo wasz drugi album zdecydowanie różni się od debiutu - jest bardziej mroczny, sporo w nim mechanicznych odgłosów, dźwięków. Opowiedzcie czym różni się dla was od"Make Me Love You"...

[Laurence] Faktycznie, to zupełnie odmienne nagrania. Przede wszystkim skład, w którym nagrywaliśmy albumy był zupełnie inny. Pierwszego krążka nie nagrywaliśmy tylko w trójkę...

Brali w nim udział chyba członkowie Triosk...

[Laurence] Tak, był jeszcze basista, i osoba grająca na gramofonach. Razem było nas pięciu. Tamta płyta powstawała bardzo długo i teraz brzmi dla nas dość staroświecko. Teraz zespół mocno się zmienił.

[Richard] "O Soundtrack My Heart" nagraliśmy w trójkę bardzo szybko, położyliśmy na to mocniejszy nacisk, można powiedzieć, że bardziej się do tego przyłożyliśmy. Nagraliśmy ten album chyba pół roku przed jego wydaniem, jakoś w maju.

Czyli materiał jest już dość stary, stworzyliście w tym czasie coś nowego?

[Richard] Tak, mamy już nowe kompozycje i pracujemy nad nimi, ale jeszcze nie gramy ich na żywo, mimo że część z nich nagraliśmy.

Więc wróćmy do Warp Records. Myślicie że jest coś takiego jak muzyka Warp Records (warp-sound, warp-like)?

[Laurence] Warp-sound? Wydaje mi się, że można jakoś określić to co robimy pracując dla tego labelu. Chociaż nie próbujemy w jakiś sposób imitować jakiegokolwiek stylu...

Mam na myśli nie tylko waszą muzykę, ale może trochę szersze spojrzenie. Myślicie że jest coś wspólnego wśród artystów nagrywających dla Warp Records?

[Laurence] Część z nich na pewno ma jakieś elementy wspólne, ale tak samo dużo raczej nie.

[Richard] Może o czymś takim można było powiedzieć w latach dziewięćdziesiątych, ale teraz... raczej nie... Chyba dość trudno ich tak jednoznacznei zaklasyfikować. Wiesz, jeśli spojrzysz na te wszystkie zespoły od Maximo Park po Clarka - chyba nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego (śmiech)

[Laurence] Może wspólne będzie podejście do muzyki, swego rodzaju poszukiwanie czegoś unikalnego, próba poszerzania horyzontów muzycznych...

A co sądzicie o tym co sami stworzyliście - wydaje się wam że odkrywacie coś nowego, coś was zaskoczyło przy pracy nad "O Soundtrack My Heart"?

[Richard] Jasne, nasz album wydaje się nam na swój sposób unikalny. Chcieliśmy to osiągnąć - tworzymy muzykę i tym się ekscytujemy. Tworząc chcemy skomponować coś, czego wcześniej nie słyszeliśmy. Bardzo mocno staramy się to osiągnąć, to bardzo ciężkie. Musimy być zdyscyplinowani - często nie chcemy schodzić na zbyt łatwą ścieżkę, wolimy mocniej się postarać, bo dzięki temu rezultat będzie ciekawszy.

Rozumiem. Jak mówiłem - wasz album brzmi dość mrocznie, co z pewnością potęguje jego okładka i teledysk do klipu "In the Blood", strasznie "krwisty". Zastanawia mnie czy jeszcze nikt nie chciał go ograniczyć jedynie dla osób powyżej 18 roku życia. Jesteście ponurym zespołem?

[Richard] (śmiech) Nie wydaje mi się. Ten wideoklip był dla nas w pewien sposób dobrą zabawą. Wiesz, te wszystkie lalki... Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem, strasznie mi się spodobał...

[Dave] A co do wyświetlania... Nasza muzyka raczej nigdy nie będzie puszczana w telewizji, więc tak naprawdę średnio nas to interesuje. Natomiast bardzo dużo mówi o nim liczba osób, która ogląda go na Youtube.com, mnóstwo osób go tam widziało...

Czy odczytując nazwę "O Soundtrack My Heart" można traktować go jako ścieżkę dźwiękową do czegoś?

[Richard] Raczej nie, nie mieliśmy zamiaru być tak literaccy... Po prostu podobało nam się wspólne brzmienie tych słów. Dla nas ta płyta brzmi dość potężnie, epicko, mroczno... Wiesz, w języku angielskim te słowa razem nie mają zbyt wielkiego sensu. Dlatego wymyśliliśmy taką nazwę, lubimy tworzyć takie neologizmy czy dziwne połączenia, frazy... Ale z drugiej strony wydaje mi się że nasza muzyka jest trochę filmowa...

[Dave] Jeśli chcesz interpretować naszą muzykę jako ścieżkę dźwiękową do naszego życia, proszę bardzo (śmiech)

[Richard] Wiesz, bardzo lubimy robić ścieżkę dźwiękową, lubimy mnóstwo filmów, więc może kiedyś uda się to połączyć...

Tak, ale wasza muzyka na "O Soundtrack My Heart" jest zupełnie inna niż na "Make Me Love You", bardziej ponura, nie tak jasna, jak wcześniej...

[Laurence] Nie wydaje mi się, że jest ponura. Może raczej niegrzeczna, jest w niej trochę złości. Może kiedy ją tworzyliśmy byliśmy trochę sfrustrowani i chcieliśmy trochę to sobie odbić nagrywając tą płytę. Wiesz, zmieniał nam się skład, pracowaliśmy nad tym razem, bardzo ciężko.

[Richard] Z innej strony, to album pełen nadziei. Ta złość, która nam towarzyszyła miała odejść poprzez te kompozycje, uwolnić nas od siebie, przez co doszlibyśmy do bardziej optymistycznego punktu widzenia.

[Laurence] W pewien sposób wiele rzeczy zeszło się w jednym punkcie.

Laurence, rok temu widziałem cię na koncercie Triosk w Polsce. Razem z Dave'm grasz w zespole Roam the Hello Clouds - w obu tych składach dużą rolę odgrywa improwizacja. Ile jest dla niej miejsca w muzyce Pivot?

[Laurence] Wydaje mi się, że dość dużo. Początkowo Pivot był zespołem całkowicie improwizującym, to zmieniło się długo długo później. Kiedy nagrywamy i wchodzimy do studia, dużo eksperymentujemy i kombinujemy. Ale kiedy improwizowaliśmy, było dla nas istotne żeby robić to w pewien ustrukturyzowany sposób, czyli mieć nad grą pełną kontrolę.

[Richard] W pewien sposób się wtedy poznawaliśmy, uczyliśmy się siebie nawzajem, tego kiedy przychodzi pora na zmianę, na coś innego, kiedy zacząć, kiedy coś skończyć, kiedy wspólnie się komunikować żeby zmienić rytm czy cokolwiek innego. Na samym początku chcieliśmy grać swego rodzaju free jam, ale po pewnym czasie to zmienialiśmy. Obecnie w naszej muzyce jest sporo improwizacji - może nie tak dużo jak wcześniej, bo teraz piszemy piosenki, ale wciąż jest w tym duch improwizacji. Najlepiej można to zobaczyć i usłyszeć podczas naszych koncertów.

"O Soundtrack My Heart" jest bardziej dynamiczny. Podczas koncertu Triosk w Krakowie duże wrażenie zrobiła na mnie gra na perkusji Laurence'a - zdaje się, że na drugim krążku Pivot również dałeś się ponieść (śmiech)

[Laurence] Wydaje mi się, że na pewno trochę bardziej niż na pierwszym. Teraz chyba bardziej eksplorowałem swoje możliwości. Nasz drugi album wydaje się nam bardziej świeży niż pierwszy, nie tylko ze względu na datę jego wydania.

[Richard] Kiedy wydawaliśmy "Make Me Love You" wydawał nam się dość staroświecki, teraz cały czas czujemy, że "O Soundtrack My Heart" jest świeży. Pewnie dlatego, że nagraliśmy go bardzo szybko i chyba dlatego, że jest w nim większa cząstka nas. Nagrywaliśmy go bardziej intencjonalnie. Przed "Make Me Love You" chyba wcześniej nie nagrywaliśmy... Poza tym w tym samym czasie rejestrowaliśmy album Triosk. Pomagałem przy produkcji ich dwóch płyt i przez to uczyłem się jak nagrywać. Wiesz, to dosyć dziwne uczucie - jesteś młody, nie masz zbyt dużo funduszy, ale chcesz zrobić coś całkowicie odmiennego...

Laurence i Richard, nagraliście więc razem jako bracia cztery płyty - jak wam się współpracuje jako rodzeństwo?

[Richard] Chyba w dość podobny sposób odczuwamy muzykę, a to bardzo pomaga. Nie wydaje mi się, żeby to różniło się mocno od tego gdybyśmy nie byli rodzeństwem i pracowali inaczej. Gramy muzykę na tyle długo, że z łatwością dochodzi między nami do porozumienia. Więc tworząc razem nie napotykamy na drodze większych problemów.

[Jakub Knera]

recenzje Pivot w popupmusic