polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Pustki Koniec Kryzysu

Pustki
Koniec Kryzysu

Muzyka Pustek na pierwszej płycie zwracała uwagę surowością, garażowym brudem gitary Radka Łukasiewicza i niepokornością, ale jednocześnie nie brakowało jej melodyjności. "Studio Pustki" pod względem oryginalności było stawiane obok Ścianki, Robotobiboka czy Voo Voo. Marcin Świetlicki nazwał później zespół "młodszym Janerką", bo oprócz kompozycyjnie interesującej muzyki, grupa wyróżniała się niebanalnymi tekstami, często pełnymi językowych gier czy niesztampowych rymów. Charakteru nadawał śpiew Janka Piętki - brzmiący intrygująco i nad wyraz oryginalnie na polskiej scenie. Później, nie licząc też rewelacyjnej płyty "8 Ohm", Pustki obrały kierunek bardziej melodyjnych i piosenkowych utworów. Na drugim albumie do grupy dołączyła Basia Wrońska, która urozmaiciła swoim wokalem muzykę oscylującą na pograniczu jazzu, post-rocka, elektroniki, ale nie stroniący od przebojowych rockowych melodii. Ugruntowywał się wypracowany przez zespół styl, określany przez nich samych jako "muzyka ściany wschodniej".

Przed dwoma laty pojawiła się płyta "Do mi no", najbardziej piosenkowa w dorobku grupy. Odniosła ona największy sukces w rozgłośniach radiowych. Jednak zespół nie zrezygnował ze swojej wszechstronności i skłonności do rozbudowanych aranżacyjnie instrumentalnych struktur m.in. tworząc muzykę do spektakli i filmu Przemysława Wojcieszka, czy grając na żywo własną ścieżkę dźwiękową do radzieckiego filmu "Aelita" - która, miejmy nadzieję, ujrzy jeszcze światło dzienne w formie pełnoprawnego wydawnictwa. Nie zabrakło zespołu na licznych kompilacjach tematycznych jak chociażby "Warszawa. Ścieżka dźwiękowa", "Broniewski", "Wyspiański" czy "Warsaw. Tribute to Joy Division" wydany z okazji 27. rocznicy śmierci Iana Curtisa

Szczególną uwagę zwrócił udział w tej ostatniej, gdzie grupa nie nagrała stricte coveru Joy Division, ale zaprezentowała własną interpretację utworu "Passover". Kawałek zatytułowany "Koniec Kryzysu" odzwierciedlał na swój sposób stan zespołu, który w wyniku licznych zmian w składzie stał się triem Łukasiewicz-Wrońska-Śluz. Po pewnym czasie dołączył do nich basista zespołu Płyny, Szymon Tarkowski.

Właśnie ów utwór wyznacza dalszą drogę grupy, wpłynął na kształt najnowszej płyty pod tym samym tytułem. Czwarty album Pustek zaskakuje - gitarowego brudu jest jak na lekarstwo, krążek jest o wiele spokojniejszy od poprzednich, przez co bardziej spójny. Dostajemy płytę niezwykle pomysłową, ujmującą, zachwycającą bogactwem aranżacji, ciekawych rozwiązań i niezwykłych piosenek. Wciągają otwierające album i eksplodujące "Senty menty". Zachwyca przeplatana surową gitarą Łukasiewicza sekcja rytmiczna w singlowym "Parzydełku". Piękną melodią, rosnąc w dynamiczną formę, snuje się spokojny "Nie tak miało być", a choćby "Nuda" i "Czerwona fala" depełniają tę konstelację nad wyraz ciekawej porcji muzyki.

Pustki na czwartym albumie jednak całkowicie się od nie odcięli się od muzycznej drapieżności, pozostawiając trochę miejsca na gitarową surowość i łącząc ją z wstawkami elektronicznymi szerzej niż na "Do mi no" czy "8 Ohm". Wszystko to w przeróżnych, zmieniających nastrój kompozycjach. Oprócz stricte rockowych kawałków nie brakuje tych bardziej wyciszonych, spokojnych ballad. Całość jest głównie zasługą duetu Wrońska/Łukasiewicz, autorów wszystkich kompozycji. Dodatkowym atutem jest urokliwy wokal Basi Wrońskiej, tym razem wyraźnie wyeksponowany. Jednak teksty wyszły spod pióra gitarzysty, a warstwa liryczna Pustek kolejny raz unaocznia umiejętność tworzenia niebanalnych i zachwycających inwencją tekstów. To opisy nierzadko ujmujące intymnością i szczerością, umieszczone pomiędzy wielkomiejskim spleenem, a przytłaczającą codziennością i podane w pomysłowy sposób. Pustki potrafią być kameralne i stonowane, aczkolwiek pełne emocji. Melancholijne snucie się po domu, rozciągająca się w czasie jazda w samochodzie (w którym co gorsza nie ma radia!), wariowanie podczas jesiennej depresji, tworzą wciągający, nie pretendujący do objawiania prawd, obraz pełen lirycznych zagadek i nietuzinkowego poruszania najzwyklejszych tematów.

Być może za sprawą specyficznego stylu i charakteru, "Koniec Kryzysu" nie zyska tak szerokiego rozgłosu, jak niektóre rockowe albumy młodych formacji kilku ostatnich lat. Szkoda byłoby, gdyż Pustki ukazują się jako zespół niezmiennie posiadający pomysł na swoją muzykę, nie kopiujący bezrefleksyjnie muzycznych trendów z zagranicy, ale wykorzystujący rockową tradycję dla muzyki pełnej niepowtarzalnego uroku i pomysłowości. Pustki już wyróżniają się na polskiej scenie konsekwencją i pomysłowością, kolejne zróżnicowane albumy utrzymując na wysokim poziomie. Kryzysu więc jak najbardziej nie ma, jest za to chyba najlepsza ich płyta.

(foto: antek opolski)

[Jakub Knera]