polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Nick Cave & Warren Ellis The Assassination of Jesse James by the Coward Robert Ford

Nick Cave & Warren Ellis
The Assassination of Jesse James by the Coward Robert Ford

Nieczęsto zdarza się, abyśmy na łamach naszego magazynu wspominali o ścieżkach dźwiękowych do filmów. Zazwyczaj rządzą się one swoimi prawami wędrując pomiędzy celami i metodami czysto ilustracyjnymi a zbiorem pojedynczych utworów rozmaitych wykonawców, którzy mają zapewnić dodatkowe dochody ze sprzedaży tego rodzaju składanek. Wyjątkami są sytuacje, w których za pisanie muzyki filmowej biorą się na tyle ciekawi muzycy, by rezultaty nie umknęły naszej uwadze. Tak było m.in. w przypadku kooperacji Kronos Quartet i Mogwaia, którzy zilustrowali ostatni film Darrena Aronofsky'ego "Źródło". Czasem ścieżki dźwiękowe są na tyle zbliżone charakterem do regularnej płyty, by spokojnie trafić na łamy popupa (np. muzyka wspomnianego Mogwaia do filmu o Zinedinie Zidanie).

W tym przypadku te kryteria są spełnione tylko po części. Wprawdzie autorem muzyki jest Nick Cave oraz znany również z The Bad Seeds wiolonczelista Warren Ellis, jednak to nie ich obecność przekonała mnie do zwrócenia na nią uwagi. Ścieżka dźwiękowa pochodzi z filmu o nieco przydługim, choć wiele wyjaśniającym tytule "Zabójstwo Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda". Moim zdaniem ten niedoceniony psychologiczny western (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało) jest jednym z najlepszych filmów ubiegłego roku, do czego wydatnie przyczyniła się towarzysząca mu muzyka. Wraz z świetnymi zdjęciami udało im się zbudować niezwykły, hipnotyczny klimat małych, drewnianych miasteczek i potężnych pociągów przemierzających Dziki Zachód oraz ogromnych przestrzeni, które nie miały nic wspólnego z cukierkową sielanką Domku na prerii.

Jednak najważniejszym argumentem przemawiającym za wspominaniem o niej jest jej magia, która sprawia, że nawet w oderwaniu od filmu, bez większych problemów przywołuje nastrój i obrazy pozbawionego bohaterskich wystrzałów i karkołomnych pościgów amerykańskiego Zachodu z drugiej połowy XIX wieku. Udało się to osiągnąć korzystając z bardzo prostych środków. Przez płytę przewija się kilka niezbyt skomplikowanych motywów, rozmaicie interpretowanych za pomocą skromnego instrumentarium. Powolny, a zarazem niezwykły klimat tworzą dźwięki fortepianu, wiolonczeli, czelesty, basu czy trójkąta, wspomaganych przez kilkunastoosobowy skład grający na smyczkach. Te proste melodie mają jednak magiczną siłę, która sprawia, że już od pierwszego przesłuchania, są w stanie oczarować i pochłonąć, zapadając głęboko w pamięć. Wciągają w przejmująco smutny, melancholijny nastrój, który pozbawia żywych kolorów, pozostawiając osamotnione odcienie szarości. Na trzy kwadranse zabierają w zupełnie odmienny świat, który wprawdzie jest dużo mniej skomplikowany, ale niekoniecznie z tego powodu bardziej radosny. Warto wsłuchać się w tę opowieść, która w oderwaniu od filmu być może staje się nawet jeszcze ciekawsza. Bez wątpienia to jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych ostatnich lat, a zarazem najbardziej przejmująca płyta, jaka pojawiła się w mijającym sezonie jesienno-zimowym.

[Aleksander Kobyłka]