polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
SYLVIAN CHAUVEAU Nuage

SYLVIAN CHAUVEAU
Nuage

W najnowszym numerze popupa nie mogło naturalnie zabraknąć oferty znanej i lubianej wytwórni Type Records. Ponieważ ostatnimi czasy działalność Type nieco przygasła, stąd jej najnowsza propozycja pochodzi jeszcze z lutego tego roku. Stanowi ona połączony na jednej płycie zapis dwóch ścieżek dźwiękowych do filmów reżysera Sébastiena Betbedera - dramatu "Nuage" oraz krótkometrażówki "Les Mains D'Andréa". Ich autorem jest Sylvian Chauveau, muzyk i kompozytor, stanowiący francuską odpowiedź na twórczość Maxa Richtera, podobnie jak on, eksplorując obszary muzyki postklasycznej - oszczędnych w dźwiękach, przejmująco melancholijnych klimatów od czasu do czasu wspieranych delikatnym dotknięciem elektroniki. Nagrywa już od prawie dziesięciu lat, a jego dokonania zaowocowały nie tylko propozycjami ze strony francuskich filmowców, ale również kilkoma ciekawymi kolaboracjami. Chauveau występował m.in. z Fenneszem, a także otwierał kilka koncertów Islandczyków z Sigur Rosa, co dość dobrze definiuje nastroje, w których porusza się muzyk.

Na "Nuage" nie znajdziemy bogactwa instrumentów - ścieżka dźwiękowa do obydwu filmów stworzona jest za pomocą fortepianu, wiolonczeli, skrzypiec oraz okazyjnie pojawiającej się gitary. Ich dźwięki nie składają się w monumentalne i pompatyczne struktury, nie ma tu również miejsca na wirtuozerię czy przesadne komplikacje. Przy pomocy tych oszczędnych środków, Chauveau tworzy proste, czasem składające się z zaledwie kilku nut motywy. Łączy je z równie skromnymi akordami. Do wiodącego fortepianu dodaje przeciągłe dźwięki smyczków. Przeważnie nie rozbudowuje kompozycji powyżej kilkudziesięciu sekund, tworząc pojawiające się i znikające muzyczne impresje. Jednak w tych niepozornych strukturach udaje mu się zawrzeć potężny ładunek emocji, ulotnych i przejmujących zarazem. W banalnych, lecz pięknych motywach ukrywa olbrzymie pokłady melancholijnego nastroju, odsłaniając również kolejne oblicza niepokoju, tajemnicy, ale i nadziei. To pełen wachlarz, który odpowiedni jest do ilustracji filmowego dramatu, ale jednocześnie doskonale radzi sobie w oderwaniu od obrazu. Stanowi wspaniałe antidotum na sączący się zewsząd hałas, zbyt szybko pędzący czas. Nawet nie tylko jako drzwi do świata pełnego niepokojącego nastroju, ale jako pretekst do pobycia sam na sam z kilkoma dźwiękami, własnymi myślami i ciszą. Naprawdę warto skorzystać.

[Aleksander Kobyłka]