polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
VENOMOUS CONCEPT wywiad z Shanem Embury

VENOMOUS CONCEPT
wywiad z Shanem Embury

Czterech panów w służbie ekstremy

Kevin Sharp - podpora wokalna Brutal Truth, gościnnie występujący na płytach australijskiego Damaged i japońskiego S.O.B. Facet, którego głos zmasakrował już niejedne narządy słuchu u zjadaczy grind/death'owych ochłapów. Albumy Brutal Truth były w latach 90. tymi, które najbardziej porażały swoją intensywnością i popychały wózek z ekstremalną muzyką do przodu. Takie "Extreme Conditions Demand Extreme Responses" wydane jesienią 1992 roku, czy następca w postaci monstrualnego "Need To Control" (1994), na stałe weszły do kanonu ciężkiej muzyki. Bez wątpienia wkład Sharpa w te płyty był znaczący.

Danny Herrera - następca Milesa Ratledge'a i Micka Harrisa za zestawem perkusyjnym w legendzie sceny grind - Napalm Death. Trzymał rytm w ryzach m.in. na "Utopia Banished" (1992), "Diatribes" (1996) i choćby "Smear Campaign" (2006). Dodatkowo wspomagał na koncertach brytyjskich ekstremistów z Anaal Nathrakh.

Danny Lilker - jeden z najbrzydszych basistów, jacy stąpają po Ziemi. Od niepamiętnych czasów udzielający się w szeregu grup bardziej znanych (początki w Anthrax, Nuclear Assault, Brutal Truth, S.O.D.), jak i tych typowo undergroundowych (Exit-13, The Ravenous, Hemlock, Overlord Exterminator, Crucifist, Extra Hot Sauce, Human Garbage). W szeregach Venomous Concept dopiero od drugiej płyty.

Shane Embury - ze względu na swoją fryzurę zwany także Panem Pieczarką, basista Napalm Death (od 1987 roku) i założyciel kilku projektów, m.in.: Meathook Seed (doskonały debiut "Embedded"), Blood From The Soul (jedyny album z wokalistą Sick Of It All - Lou Kollerem), industrialny Malformed Earthborn razem z Dannym Lilkerem. Poza tym należy jeszcze odnotować obecność Embury'ego w składach dwóch supergrup - Brujeria i Lock Up.

Miłe złego początki

Sharp po raz pierwszy spotkał się z Emburym w Nowym Jorku, na trasie Napalm Death w 1989 roku. Jednak to dopiero w 2004 roku zespół Venomous Concept zarejestrował swój debiutancki album dla wytwórni Mike'a Pattona - Ipecac. Początkowo Embury chciał namówić do współpracy Micka Harrisa - bębniarza, z którym tworzył sekcję rytmiczną w Napalm Death (1987-1992). Jednak ten w ostatniej chwili zrezygnował. Traf chciał, że w tym czasie Danny Herrera, obecny perkusista Napalm Death, odwiedzał rodzinę w Los Angeles. Kwestią czasu było zwerbowanie Danny'ego w szeregi nowopowstałego tworu. Za gitary w Venomous Concept odpowiadał Buzz Osborne, uzupełniając tym samym skład Sharp-Embury-Herrera. Debiut ukazał się 29 czerwca 2004 roku. To był swoisty hołd dla starej szkoły punk/hard core'u. Muzycy otwarcie przyznawali się do inspiracji dokonaniami Poison Idea, Discharge, Black Flag oraz Systematic Death. I to słychać na "Retroactive Abortion" ze zdwojoną siłą. Zespół do realizacji debiutu zatrudnił szalonego inżyniera dźwięku. Huey Dee sprawił, że w pięć dni album był zarejestrowany. Dopiero potem zaczęły się poszukiwania wydawcy. Za namową Osborne'a grupa zadomowiła się pod skrzydłami Ipecac Recordings. Ale nie na długo...

Nowy skład = nowa płyta

Buzz Osborne, ze względu na swoje zobowiązania względem The Melvins, postanawia odejść z zespołu. Shane szybko znajduje nowego muzyka. Jest nim stary znajomy - basista Danny Lilker. W związku z tym Embury postanawia zamienić bas na gitarę. Tak krystalizuje się skład, który nagrał do tej pory dwa splity: pierwszy z japońskimi grindcore'owcami z 324 (2006), drugi z australijskimi rzeźnikami z Blood Duster (2008) oraz drugi, pełny krążek "Poisoned Apple" (premiera pod koniec kwietnia 2008). Głównie o tym ostatnim wydawnictwie rozmawiałem z Shanem.

Na początek słowa uznania. "Poison Apple" to bardzo mocny i intensywny album, w starym stylu. Shane, udzielasz teraz wielu wywiadów. Z jakimi reakcjami spotkałeś się do tej pory?

Trochę ciężko mówić o tym, skoro album jeszcze nie miał oficjalnej premiery. Jednak z rozmów, które miałem okazję przeprowadzić, rysuje się pomału obraz płyty zróżnicowanej. I wreszcie brzmimy ponoć bardziej zespołowo, a nie jak projekt grupki przyjaciół.

Jak zatem najlepiej scharakteryzowałbyś muzykę Venomous Concept osobie, która nigdy wcześniej jej nie słyszała?

Punk rock wymieszany z grindem, a wszystko umiejscowione w połowie lat 80.

Wspomniałeś o tym, że brzmicie teraz bardziej zespołowo. Jak zatem powstają poszczególne utwory?

W odróżnieniu od poprzedniego krążka, na "Poisoned Apple" było już więcej przemyślanych partii. Debiut był przecież miksturą naszych wcześniejszych doświadczeń i bardzo spontanicznym działaniem. Nad "dwójką" pracowałem razem z Dannym. Także Kevin miał znaczny wkład, głównie od strony tekstów i układania linii wokalnych. Jako ciekawostkę dodam, że razem z Dannym mamy już napisanych siedem nowych kawałków na kolejny album.

A czy Venomous Concept jest swego rodzaju zespołem-hołdem dla sceny hard core/punk lat 80.?

Myślę, że tak. Lecz z drugiej strony nie patrzymy na to w ten sposób. Dla nas najważniejsze jest to, aby tworzenie muzyki sprawiało nam radość. Wreszcie, aby to, co zarejestrujemy, móc potem z przyjemnością posłuchać. Nie chcemy zmieniać świata muzyką. Poza tym świetnie, jak nasze dźwięki poruszą i skopią parę tyłków.

Teraz trochę mniej poważnie. W momencie, jak do składu zwerbowałeś swojego starego znajomego - Danny'ego Lilkera - staliście się supergrupą na scenie ekstremalnych dźwięków. Nie myślałeś, aby zmienić nazwę na Napalm Truth albo Brutal Death?

(śmiech) Nie, myślę, że to by się nie sprawdziło. Z nazwy, którą mamy, jesteśmy w pełni zadowoleni.

Debiutancki krążek wydaliście pod skrzydłami Ipecac Recordings. "Dwójka" wychodzi w Century Media. Czy zaważył fakt, że Niemcy wydają ostatnio również płyty Napalm Death? Łatwiej było się dogadać?

Grafik wydawniczy Ipecac był zbyt napięty. Po prostu Mike Patton nie miał gdzie nas wcisnąć. A nie sztuka wydać album, trzeba go przecież, przede wszystkim, dobrze wypromować. Nie wiedziałem, że Century Media wcześniej zainteresuje się Venomous Concept. A jako, że od kilku lat współpracuję z nimi wspólnie z Napalm Death, to nie miałem oporów, aby im zaufać. Dla Napalm wykonują świetną pracę. W związku z tym, jestem dobrej myśli, także jeśli chodzi o Venomous Concept.

Okładka drugiej płyty jest odrażająca i bardzo w starym stylu. Kto odpowiada za koncepcję zmasakrowanych królików?

W Venomous Concept to Kevin tworzy każdy materiał graficzny i to jego pomysł. Założeniem było ukazanie skorumpowanego świata. Temat wyjątkowo stary i ciągle aktualny. Chcieliśmy to jednak pokazać w przerysowanej formie, stąd te zmasakrowane króliki, wybuchy, itp.

Shane, na przestrzeni 20 lat grałeś lub udzielałeś się w wielu zespołach i projektach. Jak ciągle znajdujesz entuzjazm do realizacji pomysłów na tak wielu płaszczyznach?

Po prostu lubię mieć zajęcie. Na przestrzeni tylu lat mogę powiedzieć, że śmiało potrafię odnaleźć się w wielu różnych stylach. Po prostu muzyka trzyma mnie w dobrej formie. Faceci z Brutal Truth są moimi dobrymi przyjaciółmi od wielu lat i jest mi niezwykle miło, że mogę być z nimi razem w zespole. Życie jest zbyt krótkie, a spędzanie czasu w takim zespole jak Venomous Concept jest najlepszym rozwiązaniem na dzień dzisiejszy, jaki mógłbym sobie wyobrazić.

Kiedy nie udzielasz się w zespołach, to zajmujesz się, wspólnie z Mickiem Kenney'em, prowadzeniem wytwórni. W Feto Records wydałeś m.in. debiutancki krążek Professor Fate ("Inferno") czy nasz rodzimy zespół Nyia ("More Than You Expect"). Coś jeszcze wpadło Ci w oko z naszego rodzimego podwórka?

Ostatnio dostaliśmy kilka materiałów z Polski. Wiem, że macie bardzo zróżnicowaną scenę z wieloma grupami godnymi uwagi. Moją szczególną uwagę zwrócił zespół Orange The Juice, głównie ze względu na swoją nietypowość i odmienność.

Dziękuję za odpowiedzi.

(foto: al pulford)

[Marc!n Ratyński]