polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Pharoahe Monch Desire

Pharoahe Monch
Desire

Osiem lat. Tyle czasu fani Moncha musieli czekać na kolejny solowy album rapera z Queens. Oczekiwania związane z pojawieniem się drugiej płyty były ogromne. Po trzech miesiącach od wydania "Desire" większość fanów klasycznego hip hopu zgodnie twierdzi: Pharoahe nie zawiódł. Można więc uznać powrót nowojorskiego MC za udany. Pomogli mu w tym szanowani producenci: Black Milk, Mr. Porter, Alchemist oraz sam Monch we własnej osobie, podpisujący się prawdziwym nazwiskiem - Troy Jamerson. Do tego wokalnie udzielili się m.in. Erykah Badu oraz Dwele. Po samej liście gości widać więc, że "Desire" z założenia miał być albumem, który obwieści wielki powrót Pharoahe. Tak też się stało.

Muzycznie, a także lirycznie, krążek jest mocno zróżnicowany. Mamy do czynienia z mocno rozbujaną huśtawką tematyczną. Kawałki dynamiczne, żywe, skierowane głównie w stronę parkietu ("Desire", "Body Baby", "Bar Trap") przeplatają się z utworami o tematyce poważnej, refleksyjnej ("When The Gun Draws", "Let's Go", "So Good"). Przy dużej amplitudzie brzmień, album zachowany jest w klimacie, który można przypisać tylko Monchowi. Spoiwem tego brzmienia jest bardzo charakterystyczny flow i barwa głosu rapera. Jego zabawy słowem nie pozostawiają złudzeń - Pharoahe Monch to obecnie jeden z ciekawszych MC's w świecie hip hopowym. Nowojorczyk udowodnił, że przez ostatnie lata nie próżnował. Obyśmy nie musieli czekać na następną płytę kolejnych osiem.

[Paweł Głogowski]