polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
DEVENDRA BANHART Smokey Rolls Down Thunder Canyon

DEVENDRA BANHART
Smokey Rolls Down Thunder Canyon

Devendra Banhart wciąż jest w pełni tworzenia swojej bluesowo-hippisowskiej muzyki. Bez wątpienia można mu przyznać tytuł jednego z najbardziej płodnych twórców - "Smokey Rolls Down Thunder Canyon" to prawie 70 minut muzyki, podobnie jak na poprzednim wydawnictwie. A co można tutaj znaleźć? Niezwykle wiele. Banhart tworzy doskonałe akustyczno-folkowe, spokojne kompozycje, ale nie szczędzi miejsca na utwory, w których reszta zespołu wspomaga go na przeróżnych instrumentach - bębnach, grzechotkach i rozmaitych przeszkadzajkach. Jego najnowszy album kipi życiem, a miejsce znajdą na nim poważne, rozbudowane kompozycje, jak i te momentami puszczające oczko do słuchacza, bardziej humorystyczne kawałki.

Gdzieś nad całą tą muzyką tkwi duch The Beatles (na poprzedniej płycie Banhart skomponował nawet utwór o takim tytule). Muzyk potrafi rozpoczynać romantyczną, tkliwą melodię, aby przejść w bardziej energiczne i dynamiczne rytmy. Jednak przede wszystkim pełnymi garściami czerpie z folku, mieszając go ze współczesnymi rytmami, muzyką gospel, elementami bossanovy, czy wspomnianym bluesem łączącym się z rockową ekspresją. Na płycie nie brakuje także kompozycji instrumentalnych, a śpiewane partie są wykonywane naprzemiennie w języku angielskim lub hiszpańskim. Płyta w zasadzie jest wynikiem pracy całego zespołu Spiritual Bonerz, pod przewodnictwiem Banharta. Najdokładniej nastrój płyty oddaje trzeci, singlowy utwór "Seahorse" - zaczyna się spokojnie, potem przyspiesza, by na końcu uderzyć z rockandrollową wręcz ekspresją. I tak właśnie jest na "Smokey Rolls Down Thunder Canyon" - rytm płyty często ulega zmianom, folkowe elementy potrafią przybrać zarówno spokojniejszy, ale też bardziej zadziorny ton. A wszystko to współgra jako całość, jak we wspomnianym na początku hippisowym klimacie. Sam Devendra Banhart zdaje się być takim wiecznym hippisem - stąd taki właśnie klimat jego płyty, która doskonale broni pozycji wcześniejszych wydawnictw. Ten album jest jak wielobrawna paleta kolorów, tworzących razem niesamowity efekt - radosny, dźwiękowy kolaż, z jakim nieczęsto można mieć do czynienia.

[Jakub Knera]