polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Function  wywiad z Matthew L. Nicholsonem

Function
wywiad z Matthew L. Nicholsonem

Function został stworzony przez Matthew L. Nicholsona, człowieka-nomada. Ten pochodzący z Australii artysta od ponad 6 lat podróżuje po świecie wizytując u swoich przyjaciół zamieszkałych w wielu miejscach ziemskiego globu. Właśnie tak powstała jego płyta - "The Secret Miracle Fountain". Nicholson nagrywał ją ponad trzy lata, w 10 krajach z ponad czterdziestoma muzykami. Artysta proponuje muzykę niezwykle eklektyczną, czerpiącą z wielu gatunków - od ambientu, przez elektro-akustyczne utwory, muzykę eksperymentalną i minimalistyczną po folk, muzykę klasyczną czy avant-rock. Używając wielu instrumentów zespół gra niezwykle różnorodnie - zarówno spokojne i klimatyczne utwory, jak i bardziej psychodeliczne melodie. W miejscowości Gliśno Wielkie na Kaszubach, grupa przez cały lipiec przygotowywała się do trasy koncertowej obejmującej całą Europę. Muzyka zespołu jest niezwykła, zarówno pod względem jej brzmienia jak i sposobu jej tworzenia, dlatego naprawdę warto było wybrać się na jeden z czterech występów, które odbyły się w Polsce. Z Matthew L. Nicholsonem spotkaliśmy się przed występem Function w Kafe Delfin, w Gdańsku.

Na początku zapytam co robiliście w Gliśnie Wielkim? Przed trasą koncertową spędziliście tam ponad miesiąc czasu...

Spotkaliśmy się tam na początku lipca aby zrobić próby. Nasz zespół aktualnie składa się z sześciu osób, pięcioro z nas pochodzi z Australii, ale tak naprawdę nikt tam teraz nie przebywa. Pascal był w Japonii, Ian w Berlinie, ja i Clare byliśmy w Kalifornii, Felicity w Melbourne, a Patrick w Chicago. Potrzebowaliśmy miejsca, żeby się spotkać i poćwiczyć wspólne granie przed trasą. Chciałem żeby spotkał się cały zespół, żebyśmy pobyli razem. Skontaktowaliśmy się z Bartkiem (Gilem - przyp red.), a ponieważ tym razem nie chciałem spędzać czasu w wielkim mieście - jak zdarzało mi się do tej pory - zdecydowałem, że spotkamy się gdzieś na wsi. Słyszałem wcześniej, że Polska jest relatywnie tania i nie wyda się tu wielu pieniędzy. Dlatego zostaliśmy w Gliśnie i pływaliśmy każdego dnia w jeziorze (śmiech).

Widzieliście coś w Polsce? Poznaliście jakąś polską muzykę?

Tak, pojechaliśmy z Patrykiem do Krakowa - wcześniej byliśmy też tydzień w Warszawie - i do Zakopanego. I jak totalnie naiwni turyści chodziliśmy wszystkimi trasami od przystanków autobusowych do Słowacji, wchodziliśmy na szczyty górskie - dużo wizualizacji, które wyświetlamy na naszej tegorocznej trasie koncertowej pochodzi właśnie z tamtego wyjazdu. Niestety nie słyszałem zbyt wielu polskich zespołów. Poznałem tylko tą grupę (pokazuje na Magdę Szkudlarek z Old Time Radio, która prowadzi Kafe Delfin) i podobało mi się, ale oprócz niej nie słyszałem zbyt wielu zespołów. Jakoś się tym nie przejmowałem. Wiesz, w Gliśnie mieszka około 100 osób i panuje tam niesamowity spokój, przy którym mogliśmy ćwiczyć przed trasą - na zakończenie, dzień przed wyjazdem zagraliśmy tam koncert.

Słyszałem, że całkiem ciekawie to wyglądało...

To było naprawdę niesamowite przeżycie. To wieś, gdzie stoi około 40 domów. Ustawiliśmy się przed jednym ze sklepów przy głównej ulicy ze sprzętem. Na nasz występ zeszło się dość sporo osób - to głównie rolnicy i dzieci - przynieśli ze sobą krzesła, było ich około 100. Graliśmy na dworze, pojawiło się mnóstwo ludzi - to była chyba najdziwniejsza publiczność, dla jakiej kiedykolwiek grałem. Wcześniej, w Ameryce jeśli graliśmy dla słuchaczy, którzy nie znali naszej muzyki pojawiało się tylko trochę osób osób - nie było tłumów - a w Gliśnie pojawiło się naprawdę wielu ludzi, mimo że naszą muzykę znało zaledwie kilku z nich. Ale ja bardzo lubię grać dla osób, które wcześniej nie słyszały tego co gramy.

Teraz spytam cię o Function. Jaki jest Twój pomysł na robienie muzyki? Pytam o to, ponieważ twój zespół jest dosyć specyficzny - myślę że wiele osób podzieliłoby ten pogląd. Ponad 40 osób nagrywało "The Secret Miracle Fountain", robiłeś to w 10 krajach. Sama muzyka na płycie jest niezwykle różnorodna, łączysz w niej wiele stylów i wydaje mi się, że trudno ją jakkolwiek zaklasyfikować...

Myślę o tym jako o swego rodzaju eksperymencie, ponieważ nie do końca jestem przekonany jaki do końca chcę być, jak wyglądać i jak brzmieć. Lubię wiele rozmaitych rzeczy i to ma wpływ na muzykę, którą tworzę. Słucham współczesnych kompozycji, podoba mi się folk, ale lubię też ambient czy elektroniczne, bardziej eksperymentalne dźwięki jak Fennesz. Słucham też gitarowego grania jak Sonic Youth. Trudno odpowiedzieć na twoje pytanie, tak naprawdę mam ochotę tworzyć wiele rozmaitych dźwięków. Mam tyle pomysłów, że nie potrafię ograniczyć się do zaledwie jednego z nich. Oprócz Function robię też inne rzeczy m.in. nagrywam ścieżki dźwiękowe. Z Function - od kiedy zacząłem tworzyć w 1995 roku - staram się łączyć razem rzeczy, które nie powinny być razem. Lubię zaskakiwać innych, ale też siebie i zobaczyć co z takiego połączenia może wyniknąć. Ale z drugiej strony nie staram się łączyć jak największej liczby pomysłów - jeśli wciśniesz ich zbyt wiele do jednej piosenki to nie do końca dobrze może to zabrzmieć. Staram się, żeby w mojej muzyce zachodziła płynność - przechodzenie od pewnych rzeczy do innych. Kiedy piszę materiał, czasami może mam pomysł co tak naprawdę chciałbym osiągnąć, ale rzadko wszystko wychodzi tak jak było zaplanowane. Nagrywanie to długi proces, w trakcie którego wiele może się zmienić.

Według mnie to duża zaleta twojej muzyki - jest w niej eklektyzm, ale jest też harmonia, która sprawia, że całość brzmi niezwykle spójnie. Powiedz dlaczego "The Secret Miracle Fountain" powstawała tak długo? Dlaczego nagrywałeś ją w tak wielu krajach?

Kiedy powstawała ta płyta nie wychodziłem z założenia, że teraz, w tym momencie będę ją nagrywał, że pojadę do poszczególnych miejsc i tam zarejestruję cały album. To była po prostu część mojego życia - mój brat mieszkał w Kyoto, niektórzy z moich przyjaciół też. Miałem też przyjaciół w Europie. Nagrywanie przebiegało podobnie jak moja podróż, to taki muzyczny dziennik.

Jesteś swego rodzaju nomadem, jeździsz po całym świecie i kolekcjonujesz dźwięki, a potem coś z tego tworzysz. To trochę jak praca w kuchni, kiedy wrzucasz poszczególne składniki do garnka, a potem wychodzi ci coś zaskakującego i nie zawsze wiesz do końca co...

Tak, można by to tak porównać! Traktuję się trochę jako kuratora Function, a nie jako osobę definitywnie określającą w jaki sposób wszystko ma brzmieć. Na przykład na nowej płycie, która ukaże się na początku przyszłego roku, część piosenek stworzył mój przyjaciel Milo. On mieszka w Fidżi i Melbourne, poza tym duży wkład w nagrania mieli też Claire, Patrick i Pascal -Function to zdecydowanie kolektyw, którzy tworzą moi przyjaciele z całego świata. Tak, traktuję się jak kurator. Albo kucharz! (śmiech)

Płytę nagrywało wiele osób - jak to przebiegało? I czy skład zespołu z którym dzisiaj grasz ulega zmianie? Czy to w miarę stali członkowie?

Nagrywanie płyty następowało na wielu poziomach. Skład który gra teraz na koncertach, to osoby z którymi pracuję wręcz stale przy tworzeniu muzyki. W przeszłości różni ludzie mieli współudział przy nagrywaniu albumu, ale wydaje mi się że obecny skład krystalizuje się i tak będziemy razem grali przez zdecydowanie dłuższy czas. Tak naprawdę nie wiem jak będą wyglądały losy muzyki, którą tworzymy. Może wezmę laptopa i zacznę tworzyć jakieś dźwięki po trasie koncertowej i będę grał na gitarze (śmiech).

Na albumie łączysz dźwięki, które mają swoje pochodzenie z wielu różnych państw. Czy masz wśród nich któreś ulubione?

Kocham Australię, ale nie byłem tam od 6 lat...

Przez cały czas podróżowałeś?

Tak, znam wiele osób na całym świecie. Na przykład to jest Patrick (pokazuje na Patricka Liddel'a z Function, który koło nas przechodzi - przyp. red.) - kiedy byliśmy w razem w Chicago pracowaliśmy tam z ogromną orkiestrą, z którą tworzyliśmy nowe nagrania. On właśnie kończy doktorat z kompozycji na Northwestern University w Chicago, więc też ma kontakty z wieloma muzykami.

A jest jakiś kraj z którego muzykę najbardziej sobie upodobałeś?

Uwielbiam indyjską muzykę. Jestem jej wielkim fanem, mam kilku przyjaciół, którzy ćwiczyli dużo tego stylu. Ja tego nie robię, ale niezwykle lubię jej słuchać.

Dosyć interesujące może być fakt, jak poznałeś tych wszystkich ludzi na całym świecie? Bo praca nad płytą Function nie przebiegała tak jak to wygląda w większości przypadków - kiedy zespół idzie do studia i rejestruje materiał. Kontaktowałeś się z wieloma osobami i jesteś swego rodzaju dyrygentem, który decyduje o końcowym kształcie muzyki...

Kiedy nagrywamy płytę albo gramy na żywo, przeważnie mam pomysł jak coś powinno brzmieć, ale częściej dajemy się ponieść chwili - znam osoby, z którymi gram i mogę im ufać, przez co powstają nowe i ciekawe dźwięki. Zaczynamy grać jakiś kawałek, a potem improwizujemy. Wiele utworów ma struktury piosenek, ale jest też wiele improwizacji i często trudno przewidzieć co nam wyjdzie. Gramy różne gatunki muzyczne - traktuję to odrobinę jako swego rodzaju eksperyment. Na przykład komuś kto ma trombkę w moim studio mówię "dobra, teraz zagraj jakąś linię dźwięku, poimprowizuj i zobaczymy co wyjdzie". To bardzo ekscytujące. Dzisiaj gra z nami Pascal - on pisze niesamowite utwory, uwielbiam je (śmiech). Zagramy wiele z nich, a ja je naprawdę lubię, są niezwykle emocjonalne. Poza tym lubię ludzi, z którymi pracuję i doskonale się rozumiemy.

A jak wyglądają koncerty - gracie stały set utworów czy improwizujecie?

Robimy jedno i drugie - niektóre utwory mają zamknięte struktury, inne pozwalają na większe improwizacje. Czasem jest bardziej hałaśliwie, ale podczas tej trasy gramy piosenki, niektóre mają długie formy, możemy je zmieniać. Ludzie reagują na to różnie - często zależy to od miejsca w którym gramy - na przykład w Skandynawii, gdzie byliśmy kilka dni temu, zaledwie kilka osób znało naszą muzykę i byliśmy dla nich nowością, ale wydaje mi się że dobrze nam to wyszło. Czasem to wygląda dość dziwnie. Grasz, strasznie Ci się podoba i mocno to przeżywasz. Potem patrzysz jak reagują na to słuchacze, a oni w taki podejrzany sposób się na Ciebie patrzą i ich spojrzenie mówi "co on robi? o co mu chodzi?" (śmiech). Ale na końcu było bardzo fajnie. Czasem ciężko powiedzieć czy ludziom podoba się to co grasz, dlatego najbardziej lubię występować w małych miejscach, bo wiem że wtedy ci, którzy przyjdą w jakiś sposób interesują się naszą muzyką i podoba się im. To przypomina mi inną historię. Po koncertach w Oslo, gdzie graliśmy razem z grupą Low - co było bardzo fajne - pojechaliśmy do Sztokholmu. Gdy byliśmy prawie na miejscu nasz samochód się przepalił. Naprawdę bardzo - przyjechała policja, straż pożarna, było pełno dymu, to było w zeszłym tygodniu. Przyjechaliśmy na koncert zaledwie 1,5 godziny przed rozpoczęciem występu. Byliśmy nieźle przestraszeni. Gdy samochód płonął, wyskoczyliśmy z niego, ale obok autostrady gdzie stał, było zbocze i spadliśmy z niego...

Zrobiliście to? (śmiech)

Tak, to było koszmarne (śmiech). Pojechaliśmy na koncert samochodami policyjnymi. Ale chcę ci przez to opowiedzieć, że potem zagraliśmy naprawdę ostry i hałaśliwy set. To był chyba najbardziej energetyczny występ, mieliśmy w sobie tyle adrenaliny, że musieliśmy to jakoś wyładować. Nasz perkusista powiedział, że to był najbardziej niesamowity koncert jaki kiedykolwiek z nami zagrał.

Więc muzyka bywa dla ciebie swego rodzaju terapią, na to co ci się przydarza?

Tak mi się wydaje, byliśmy pełni adrenaliny i świadomości, że nic nam się nie stało po tym jak wysiedliśmy z płonącego samochodu. Na przykład Felicity pobiegła do lasu i nikt nie mógł jej znaleźć. Znaleźliśmy się w niebezpiecznej sytuacji, więc musieliśmy jakoś to przetworzyć i zagraliśmy bardzo rockowy set. Dzisiaj zagramy wiele różnych rzeczy.

Masz trasę koncertową w wielu krajach m.in. Szwecji, Niemczech, Czechach, Norwegii, Anglii, Holandii, Hiszpanii czy Portugalii. To naprawdę dużo koncertów, jesteście bardzo znani?

Hmm, nasz label płytowy - Locust - znajduje się w Stanach Zjednoczonych i nie mamy tak naprawdę żadnej promocji w Europie, zaledwie dystrybucję. Więc jestem dosyć ciekaw jak to wypadnie. Osobiście wolę przebywać w Europie niż w Ameryce.

Twój album dość trudno dostać na naszym kontynencie...

Tak i większość osób ściąga go z sieci (śmiech). To ma swoje pozytywne i negatywne strony - oczywiście więcej ludzi pozna naszą muzykę, ale wtedy nie jestem w stanie się z tego utrzymać. Dzięki temu, że tworzę muzykę w wielu innych projektach zarabiam, ale muszę być naprawdę kreatywny (śmiech).

To co tworzysz jest niezwykle tajemnicze - począwszy od oprawy graficznej płyty, po teksty i muzykę - kojarzy mi się ze swojego rodzaju lapidarium, do którego wrzucasz mnóstwo dźwięków i potem zaglądając do środka możesz usłyszeć coś nowego i niezwykłego...

Hmm, to interesujące... W muzyce Function - tak samo jak w tytule czy tekstach piosenek - to coś co nie do końca powinno być wytłumaczone, powinno tkwić w tym trochę tajemnicy. I nie chodzi mi tu o tajemnicę jako brak informacji, ale o swego rodzaju Wielką Tajemnicę. Jest wiele rzeczy, które mógłbym powiedzieć o tytule, ale wydaje mi się, że to przede wszystkim o czymś co się nigdy nie zmienia - hmm... o Bogu... Niekoniecznie w jakiejś określonej koncepcji, ale o czymś co odsyła nas do czegoś ponad wszystkimi zmianami. Ponad narodzinami, życiem i śmiercią, pewnie też ponad muzyką. To jedna z interpretacji. Ale jest ich wiele i to jest niezwykle ciekawe - gdy ktoś do mnie przychodzi i mówi, że odczytał to w dany sposób, a ktoś inny opowiada, że zrozumiał to jeszcze inaczej. I to jest dobre - nie ma definitywnego, jedynego znaczenia. Tak samo jak nazwa naszego zespołu - słowo "function" w języku angielskim ma z sześć czy siedem definicji. Więc to trochę otwarte znaczenie i kiedy połączysz te wszystkie interpretacje razem, pojawia się coś o szerszym i bardziej tajemniczym wydźwięku.

Twoja muzyka taka jest - wielu osobom może spodobać się co innego...

Tak, to sprawia mi to wielką przyjemność. I dobrze jeśli słuchają tego o wiele lat później i wciąż im się podoba. Sam lubię słuchać takich zespołów, których muzyka jest aktualna niezwykle długo.

A jakiej muzyki słuchasz?

Słucham na przykład Stars Of The Lid, mają bardzo piękne nagrania, znasz ich? Lubię Fennesz, słucham też elektronicznych rzeczy, lubię Owls, lubię też scratchowanie na płytach. Podobają mi się nowe nagrania Panda Bear. Lubię wiele rzeczy z Locust - znasz ten label?

Tak, przecież wydaje twoje płyty (śmiech)

Oni wydają naprawdę niesamowitą muzykę, sprawdź go. Dawson, mój przyjaciel, który założył ten label, jest naprawdę dobrym kuratorem i wybiera piękną muzykę. Lubię wiele z tamtych zespołów. Słucham też trochę australijskiej muzyki...

Znasz Triosk?

Jasne, uwielbiam ich. Wydali ostatnio "The Headlight Serenade", bardzo mi się podoba ta płyta.

Tak, ja też bardzo lubię jej słuchać. A na koniec - co dla Ciebie jest najważniejsze w muzyce?Hmm, to bardzo trudne pytanie... Wydaje mi się, że najważniejsze jest to żeby przesunąć nas w pewien sposób ponad zwyczajną percepcję. Przenieść się gdzieś indziej - przy różnych dziwnych dźwiękach. Na przykład Akron/Family - oni tworzą niesamowitą muzykę. Wydaje mi się, że najważniejsze jest to, żeby muzyka przeniosła Cię w jakiś inny stan, podniosła na duchu, wyniosła ("lift you up"), w pewien sposób otwierała Twój umysł na nowe rzeczy. Nie interesują mnie piosenki, w których ktoś śpiewa "bardzo kocham swoją dziewczynę, posłuchajcie jak bardzo ją kocham" - chrzań się, co mnie to obchodzi! (śmiech).

[Jakub Knera]