polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
XBXRX Wars

XBXRX
Wars

Kalifornijska formacja XBXRX na swojej trzeciej płycie wkracza w dorosłość – zdecydowanie wydłużyła kompozycje, pozwoliła im stopniowo się rozwijać i nie dąży już do natychmiastowego spełnienia. Przecież to jedynie dwanaście kawałków w dwadzieścia siedem minut, a nie jak na wcześniejszym „Sixth In Sixes” – osiemnaście w minut dwadzieścia pięć. Otwierający „Wars” utwór nawet przekracza cztery minuty. Przyznacie, należy się olbrzymie uznanie…

A i owszem, lecz bynajmniej nie za marginalne postępy w zmaganiach z czasem, ale za pół godziny wściekłej kanonady połamanych rytmów, zgrzytliwych brzmień i desperackiego wokalu. W rejonach okupowanych przez takie kapele jak Deerhoof, Locust, czy Boredoms i eksplorowanych również przez XBXRX, często nawet nie sposób zastanowić się, dlaczego ta muzyka fascynuje, zwłaszcza w trakcie odsłuchu rozbijającego myśli w puch. Owe spazmy, synkopki i ataki gitar każą raczej chaos noszony w sobie zderzyć z tym płynącym z głośników. Ale jeśli ktoś chce się przekonać, dlaczego właśnie do nich należy przyszłość punka i niesienie kaganka zapalonego swego czasu przez Dead Kennedys, niech sięgnie po „Friend Opportunity” Deerhoof, „Bambi's Dilemma” Melt Banana albo, może nieco na wyrost, inwestując jakby – po „Wars”. Choć finezji i otwartości powyższych geniuszy kontrolowanego chaosu i absurdalnych nawałnic XBXRX może i nie mają, to ich najnowszy album pokazuje, że są już tej ścisłej czołówki blisko jak mało kto. Jeszcze tylko ciut cierpliwości, trochę więcej pedantyzmu w brzmieniu, odrobinę więcej metody w tym szaleństwie i będzie piekielnie fajnie. Ale posłuchać zdecydowanie warto już teraz.

[Piotr Lewandowski]