polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
NADJA Corrasion

NADJA
Corrasion

Nadja powraca do mnie jak bumerang. Po recenzowanym dwa numery wcześniej "Bodycage" przyszła pora na nowy-stary materiał "Corrasion". Pierwotnie ten album ukazał się cztery lata temu w limitowanym nakładzie 200 sztuk. Ponownie nagrane cztery utwory wzbogacono trzema kompozycjami, które znalazły się wcześniej na dwóch kompilacjach i splicie z Moss. Wydawca, krajowy Foreshadow, zapewnia o "cięższym brzmieniu i nowej jakości" ponownie zarejestrowanego krążka. Mi pozostaje tylko wierzyć na słowo. "Corrasion" spowija gęsta mgła, utwory są niezwykle długie (od ponad 7 do 20 minut), a gitarowy brud wchodzi w najmniejsze szczeliny. Doom, sludge, drone i apokaliptyczny postrock tworzą dźwiękowy żywopłot, przez który tli się gdzieś w oddali słabe światło. I nawet lampa Łukasiewicza dawałaby tu więcej blasku niż energia płynąca strumieniem z "Corrasion". Słucha się tego dziwnie, by nie powiedzieć ciężko. Gitarowe warstwy przenikają się nawzajem, tworząc coś na kształt dźwięku tonącego okrętu. Nadja brzmi tu, jakby Isis lub Neurosis nie czyścili swoich gitar przez co najmniej rok. Obleśnie, ale niezwykle intrygująco.

[Marc!n Ratyński]