polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
 Wywiad z Krzysztofem Rakowskim - szefem Festiwalu CASTLE PARTY w Bolkowie.


Wywiad z Krzysztofem Rakowskim - szefem Festiwalu CASTLE PARTY w Bolkowie.

Zacznijmy od samego początku: 1994 r. I-sza edycja festiwalu, zamek w Grodźcu, 5 zespołów, ok.300 fanów gotyckiego grania. Większość z nas nie miała jeszcze pojęcia, co to jest internet i telefon komórkowy. Skąd pomysł na rozkręcenie w Polsce festiwalu z muzyką, o której nikt tak naprawdę nie pisał i nie puszczał w radiu?

Było nas kilka zespołów, chcieliśmy zagrać dla "naszej" publiczności w "odpowiednim miejscu". Tylko tyle.

Pamiętam, że po przybyciu na miejsce okazało się, że do najbliższego sklepu było ponad 3 km, ubikacja okazała się dziurą w podłodze, a o polu namiotowym można było tylko pomarzyć. W dodatku w tle ciągle było słychać pokrzykiwania właścicielki zamku, która mnożyła przeróżne zakazy. Jedyne, co działało to poczta pantoflowa, dzięki której tam trafiłem oraz entuzjazm ludzi i wykonawców. Druga edycja była już o niebo lepsza - przybyło fanów oraz wzbogacono ofertę programową. Trzecia edycja to już prawdziwe tłumy i zarazem pożegnanie ze skądinąd przepięknym zamkiem. Jak rozumiem przeniesienie festiwalu do Bolkowa było spowodowane względami organizacyjnymi?

Tak, trzeba było zmienić miejsce bo w Grodźcu nie dało się tego już dalej ciągnąć. Zarządcy zamku oraz kiepskie warunki - to główne powody, niestety nie można było ich przeskoczyć.

Czy pomiędzy Castle Party i Bolkowem można już postawić znak równości? Jak dogadujecie się z władzami miasta? To, jak bardzo miasto wtopiło się w klimat tego festiwalu jest dla mnie swoistym fenomenem. Pamiętam, że na początku mieszkańcy miasta izolowali się od festiwalowiczów. Na widok ubranych na czarno i umalowanych postaci chowali się po bramach i na wszelki wypadek robili znak krzyża. W tej chwili uśmiechają się, przynoszą ciepłe jedzenie na pole namiotowe i nawet kiosk ruchu jest czynny niemal 24 godziny na dobę.

Mieszkańcy to teraz także uczestnicy i fani. A władze miasta po prostu są. Wiem o tym, ale ich nie znam i nie mam prawie z nimi kontaktu, nauczyli się nie przeszkadzać i nie pomagać.

Dla mnie najważniejsza jest znajomość - już wieloletnia - z "zamkowymi'. Myślę, że mam tam przyjaciół, na pewno patrzą z przymrużeniem oka na moje dziwactwa, tolerują to, więc festiwal idzie do przodu. To jest bardzo ważne - zaufanie. Trzeba pamiętać, iż nie jest to "zwykła impreza" i oni patrzą na to inaczej. Ważne jest jednak, że także się dobrze bawią.

Którą edycję festiwalu wspominasz najlepiej a którą najgorzej (i dlaczego)? Czy pogoda pozostanie największym wrogiem festiwalu (z powodu ulewy odwołano kilka koncertów: m.in. Legendary Pink Dots czy ostatnio Camouflage). Nie ma żadnego planu awaryjnego w takich sytuacjach?

Nie ma, zamku pod dach nie przeniosę, zawsze trzeba mieć nadzieję, że nie będzie grzmiało. Zresztą, jak to widać było w ubiegłym roku na koncercie Agressivy 69, deszcz nam nie przeszkadza. Natomiast nie może grzmieć, bo to dla nas jest niebezpieczne.

Najgorzej wspominam właśnie tę edycję z Camouflage, ale nie ze względu na pogodę. Po raz pierwszy tak bardzo pomyliłem się z doborem kapel. Skończyło się to najniższą frekwencją w historii festiwalu i nieco kiepską atmosferą. Z kolei najlepszy był moim zdaniem festiwal z Deine Lakaien i Project Pitchfork, wszystko wówczas poszlo dobrze, panowała świetna atmosfera no i była naprawdę bardzo dobra frekwencja.

Musze przyznać, iż skład wykonawców w ostatnich latach pozostawiał lekki niedosyt, jednakże w tym roku szykuje się chyba najlepszy artystycznie festiwal w całej swej historii: Front Line Assembly (Kanada) IAMX (Anglia) Legendary Pink Dots (Holandia) Mortiis (Norwegia) NFD (Anglia) Diary of Dreams (Niemcy) Diorama (Niemcy) Suicide Commando (Belgia) Miguel And The Living Dead (Polska). Te nazwy mówią same za siebie. Trudno było namówić w/w artystów na przyjazd do Bolkowa? I czy lista jest już definitywnie zamknięta?

Lista już jest definitywnie zamknięta. Nie, nie było trudno namówić tych artystów do przyjazdu do Bolkowa, mamy najlepszy okres w dziejach festiwalu. Myślę, że to co zrobiliśmy dotychczas spowodowało, iż staliśmy się znanym europejskim festiwalem o którym się dobrze myśli. Zespoły chcą tam zagrać, jest nam dużo łatwiej niż dawniej, a poza tym mamy już doświadczenie.

A kogo nie udało się zaprosić? Wiem, że czyniłeś starania sprowadzenia Alien Sex Fiend, jednak okazali się zbyt drodzy. Czy to oznacza, że zespoły pokroju Skinny Puppy, Bauhaus, Current 93 czy Fields of The Nephilim zawsze już pozostaną poza zasięgiem organizatorów festiwalu (przynajmniej tym finansowym)?

Nie, tak nie jest. Akurat Current 93 gra trasę raz na kilka lat, rozmawiałem z nimi niedawno w Pradze. Po prostu rzadko grają, tego lata nie planują żadnych koncertów, a kiedy znów pojadą w trasę - nie wiadomo. Alien Sex Fiend faktycznie jest drogi i zwróć uwagę na to, że nie są w składzie żadnego, liczącego się europejskiego festiwalu. Fields of The Nephilim na razie zagra jeden jedyny koncert w Londynie. Bauhaus na razie nie koncertuje, podobna sprawa jak z Current 93 - trasa raz na kilka lat. Także to nie jest tylko sprawa kasy.

Wymieniłem przed chwilą nazwy kilku znanych i cenionych artystów, którzy bez wątpienia będą w tym roku magnesem dla publiczności w Bolkowie. Czy Twoim zdaniem pominąłem kogoś mniej znanego, choć na pewno nie mniej wartościowego? Na kogo jeszcze zwróciłbyś uwagę i kogo poleciłbyś szczególnie nieco mniej zorientowanym osobom?

Nie zapominajmy o LPD, ciekaw też jestem Angelspit i Mass-Kotek. A jak będzie to zobaczymy.

Jakimi kryteriami kierujesz się przy doborze artystów do kolejnych edycji? Czasami na festiwalu pojawiają się zespoły z zupełnie innych bajek jak choćby New Model Army, Ścianka, Cool Kids Of Death, Renata Przemyk czy Lech Janerka.

Bo to widzisz szufladkowanie. Wszystkie zespoły o których wspomniałeś bisowały a niektóre robiły to wielokrotnie. Renata Przemyk zagrała najlepszy koncert tamtego festiwalu.

Janerka też dał niezapomniane show, tak samo Armia, która grała stare utwory Siekiery, czy też Brygada Kryzys.

Chcę, aby była to ciekawa impreza z nietuzinkowymi, jak na festiwalową publiczność, zespołami. Oczywiście, nie da się zadowolić każdego, ale to letni karnawał, wydarzenie artystyczno-towarzyskie, jest tam miejsce dla różnych freaków.

Mam wrażenie, iż niektórzy artyści, kiedy tylko są aktywni koncertowo zawsze wpadają na występ do Bolkowa (m.in. Closterkeller, Clan Of Xymox czy Agressiva 69). To wynik ograniczonego wyboru, żądań fanów czy może próśb samych zespołów?

Wszystko razem, choć Anka i Agressiva 69 wcale tak często nie grają. No i nie można zapominać, iż zawsze są dobrze przyjmowani.

Powiedz mi, jak to jest z konkursami dla młodych polskich zespołów grających muzykę gotycką? Raz są, a raz ich nie ma. Czy nie sądzisz, że brak takiej zachęty zahamuje w niedalekiej przyszłości dopływu świeżej krwi i nie będzie już po prostu komu grać takiej muzyki?

Nie wiem, jeśli będzie zapotrzebowanie to będą też i zespoły. My konkursu już nie prowadzimy. Oczywiście staram się wiedzieć co się dzieje i zapraszam najlepiej przyjmowane ostatnio zespoły, ale aktywnym uczestnikiem tej sceny nie jestem i o wszystkim nie wiem. Myślę jednak, że dużo się dzieje, a jakie są tego efekty, to przede wszystkim sprawa tych zespołów, o tym jak siebie odbierają i ile nad tym pracują.

Jakie jeszcze atrakcje przygotowałeś w tym roku? Jeśli możesz, powiedz coś więcej o nocnych imprezach klubowych oraz Exiting Body Piercing.

Imprezy klubowe to w tym roku nie tylko didżejka ale i industrialne, elektroniczno-multimedialne koncerty. To dla tych, którzy lubią klubowy klimat, spokojniejsza atmosferę.

Exiting Body Piercing to może być ostra jazda, koleś się po prostu powiesi na hakach wbitych w skórę.

Myślę też o koncercie projektu Navigator w piątek (Navigator to projekt muzyczny Roberta Usewicza. W dużym skrócie jest to połączenie pierwotnych dźwięków i rzadko spotykanych dziś instrumentów, gdzie transowe elementy przeplatają się z medytacyjnym dźwiękiem gongu. Więcej na stronie: http://www.navigatormusic.avx.pl/ - przyp.autora)

Z roku na rok przybywa na festiwalu gości spoza naszego kraju. Fama o "świetnym polskim gotyckim festiwalu na zachodnim poziomie" dawno już przekroczyła nasze granice. Niemcy, Ukraińcy, Rosjanie, Czesi, Węgrzy, Anglicy, Francuzi - kogoś pominąłem? To tylko Cię miło łechce i dalej robisz swoje, czy tez mobilizuje Cię do jeszcze lepszej organizacji Festiwalu?

Mobilizuje oczywiście, bo wymagania są coraz wyższe, a trzeba też przyznać, że koszty z roku na rok rosną, a nasza publiczność nie "utrzyma" tego festiwalu. To wspaniale, że nie ma już granic i przyjeżdżają ludzie z niemal całego świata.

Castle Party różni się klimatem od innych festiwali, to oczywiście zasługa miejsca i publiczności. Coraz więcej ludzi spoza Polski chce w tym uczestniczyć, wbrew temu co się w Polsce obecnie dzieje w Bolkowie na wiele sobie można pozwolić. A ludzie to lubią.

Wiele polskich nowofalowych zespołów z lat 80-tych takich jak 1984, One Milion Bulgarians, Variete, DHM czy choćby jeszcze Cytadela są nadal aktywne (inne - jak choćby Made In Poland - pozostają od lat w uśpieniu). Czy nie myślałeś może o poświęceniu im jakiegoś bloku tematycznego podczas którejś edycji festiwalu? Zebrać ich wszystkich razem na jednej scenie i przypomnieć młodszym słuchaczom jakież to mroczne i dekadenckie moce tkwiły niegdyś w rodzimej muzyce. Co sądzisz o takiej idei?

Nic. Te zespoły dziś już nie są takie jak dawniej, myślę też, że młodsi słuchacze oczekują już teraz czegoś innego. Nic do tych kapel nie mam, był czas, że elektryzowały, ale to było dawno i część tych zespołów dziś już nie robi pozytywnego wrażenia. Grają to co grają i chyba żyją własną legendą i to też w takim sensie, że są legendą tylko dla samych siebie.

Natomiast moim zdaniem Agressiva 69, Lech Janerka czy właśnie Variete to są nadal bardzo twórczy artyści.

Powiedz mi jak to jest, że obecnie muzyka gotycka kojarzy się (przynajmniej w Polsce) głównie z lateksowym disco, ewentualnie z groźnymi metalowcami? Dlaczego została odcięta od korzenia, z jakiego wyrosła, czyli punka i nowej fali?

Czasy się zmieniły, jeśli tzw. współcześni artyści gotyccy, nie czują związków z zespołami punkowymi czy nowofalowymi to znaczy, że nie mają takiej potrzeby. Mnie to nie przeszkadza, to inne pokolenie, myślę, że bardziej otwarte, ale oczywiście nie nasze.

Uważam też, że to bardzo dobrze, iż wszystko się zmienia, właśnie to mnie w życiu pociąga. Sądzę jednak, że nie jest aż tak źle jak mówisz - kontynuacja jest, ale szczególnie tu, w Polsce czasy są inne, więc i środki wyrazu są inne. Pamiętam jaką sensację wzbudzały kiedyś stroje zespołów z Rzeszowa (m.in. 1984, One Milion Bulgarians, Aurora - przyp.autora) nie z konserwatywnej Warszawy a właśnie z Rzeszowa. Ale sam wiesz, że mamy bardzo różnorodną scenę, gdzie są zarówno spadkobiercy punka i nowej fali, jak i plezerowicze w lateksie grający taneczną, elektroniczną odmianę "gotyku". Mroczni metalowcy dziś już trochę są w odwrocie, ale to przecież kwestia chwilowej mody, wszystko ma swój czas i miejsce.

A czy nie czujesz się za to choć trochę odpowiedzialny? Na scenie dominuje dark-wave, synth-pop albo technoidalne mutanty? Podobnież jest na after-party, gdzie oldskulowe utwory Bauhaus, Alien Sex Field, Christian Death, The Cure, Joy Division czy Death In June można policzyć na palcach jednej ręki (zresztą puszcza się je kiedy trwają jeszcze koncerty na Zamku). Ja wiem, że festiwal robiony jest mimo wszystko dla jak największego kręgu potencjalnych odbiorców, a nie dla takich zgredów jak Ty czy ja . Nie boisz się jednak, że - powiedzmy za 10 lat - młodsi słuchacze za klasyków gotyku będą uważać Therion albo Project Pitchfork? Już teraz mało kto wie kim byli Virgin Prunes czy Sex Gang Children. Co masz do powiedzenia na swoją obronę ?

Nie, tego się nie boję. Wiesz, nie chce dorabiać do niczego ideologii, niczego szufladkować, wywierać wpływu... Każdy ma własny mózg i wie czego potrzebuje. Didżeje grają to, co chcą, reprezentowane są wszystkie odmiany gotyku, ale czasy są takie, jakie są i nie uważam, że powinienem decydować o tym, co jest dobre lub nie. Oferta powinna być szeroka, popularne jest każdego roku coś innego, na festiwal nie przyjeżdżają małe dzieci, a ja nie jestem od tego, by decydować, czego powinno się słuchać, a czego nie. To, czego sam słucham, mało kogo obchodzi. Wiem, że być może jest to cyniczne spojrzenie, ale każdy żyje dla siebie. Wielu ludzi odbiera świat emocjonalnie i tak jest właśnie najlepiej, nie można tracić obiektywizmu. Nie wiem, co będzie za dziesięć lat, na pewno będzie inaczej, a jak? Zobaczymy.

Jak Twoim zdaniem wygląda obecnie kondycja polskiej sceny gotyckiej (o ile nie padły tu za duże słowa)? Czy są jakieś nowe wydawnictwa, które mógłbyś z czystym sumieniem polecić?

Zespołów jest dużo, płyty ukazują się, choć niezbyt wiele. Wiadomo, tym rządzi rynek i zapotrzebowanie, dobra płyta to nie tylko dobra muzyka, to także dobra, studyjna robota, a to kosztuje. Mógłbym polecić kilka płyt polskich artystów, ale raczej nie tych gotyckich. Coś tam do mnie dociera, ale rzadko do tych płyt wracam, po prostu nie są dla mnie ciekawe. Oczywiście nie wszystkie, są wyjątki, ale gotyckie? Chyba nie.

Czego ostatnio słuchasz? Bardzo Cię proszę także o artystów spoza nurtu Castle Party.

Renata Przemyk "Unikat", Kasia Stankiewicz "Mimikra", I AM X - wszystko, Mortiis - trzy ostatnie płyty, Suicie Commando "Bind, Torture, Kill" (lubię słuchać przed festiwalem zespoły, które mają na nim zagrać, tak żeby się upewnić), ciągle Toires i Juno Reactor, Muse, dwie ostatnie plyty Vive la Fete, Monica Richards "Infra Warrior", Fields Of The Nephilim "Mourning Sun".

Wiadomo, że okresowo się to zmienia bo dochodzą nowe płyty. Lubię jak płyta dobrze brzmi, jeśli tak nie jest to mi to od razu przeszkadza i rzadko do niej wracam.

Czy polska młodzież będzie jeszcze kupować płyty? Czy jej śmierć to już sprawa przesądzona? Jak Ty sam podchodzisz do nowych formatów (MP3 itd.)

Jeśli polska młodzież będzie miała więcej kasy, to będzie kupować więcej płyt, ale na razie jej nie ma, więc ściąga. Nawet jeśli kasa będzie, to ludzie i tak będą ściągać, ale przynajmniej też coś czasem kupią. Ogólnie nie będzie już tak, jak było, ale to wszystko kwestia kasy. Takie jest moje zdanie. Ja mam szczęście, bo dużo płyt dostaję, ale czasem, choć bardzo rzadko, kupię płytę. Jestem "starej daty" i cieszy mnie jej widok. Ale nie chce się też złościć na tych którzy już nic innego nie robią, tylko ściągają,.

Przytocz jakąś zabawną anegdotę z bogatej historii Castle Party (ja na przykład pamiętam jak podczas koncertu Christblood jakiś fan wykonał striptiz, niechcący podpalił sobie włosy a na sam koniec stwierdził fakt zaginięcia odzieży).

Widzę, że dużo pamiętasz. Ja pamiętam sprawę z BLOOTENGEL. Chris Pool to ogólnie nadymany, zniewieściały fircyk. Na próbie chciał mikrofon bezprzewodowy bo widział go w naszym tzw. General Rider, spytał o to kogoś na scenie, ten ktoś się uśmiechnął i pokiwał głową. Chris przyjął to za potwierdzenie, próbę zrobił na zwykłym mikrofonie a gdy wszedł zagrać wieczorny koncert nie zobaczył tam mikrofonu bezprzewodowego. Zszedł więc ze sceny i powiedział swojemu manago, że nie zagra bez niego. Zacząłem interweniować, dopytywać się Chrisa co się dzieje, ale on nie chciał ze mną rozmawiać. Mówił więc do swego menago, a menago do mnie, że nie ma tego mikrofonu. Ja na to, że trzeba było mówić na próbie to byśmy przygotowali dla niego ten mikrofon, a tak to mamy go na jutro dla Clan Of Xymox. A on mi na to, że przecież mówił, no to zażądałem wskazania osoby z którą rozmawiał, a on mi pokazuje sprzątającego scenę. Spytałem sprzątającego jak było, odpowiedział że jakiś Niemiec coś do niego mówił po niemiecku, ale że on tego języka nie rozumie - a chciał być miły - wiec się uśmiechnął przyjaźnie. Ot, i afera z tego wyszła bo Chris odjechał, nie mówiąc nawet dowidzenia. Tak bywa.

I na koniec parę słów dla Czytelników Pop Upa, może zachęcisz ich jakoś do przyjazdu do Bolkowa?

Wiem, że to idealistyczne spojrzenie, ale chciałbym abyście przyjeżdżali z uśmiechem na twarzy, otwarci na nowe doznania i przyjaźnie oraz by sprawiło Wam to przyjemność. Nie jest najważniejsze czy inni są tacy jak my, ważne jest abyśmy się razem dobrze bawili.

[Marcin Jaśkowiak]