polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ENDUSER Pushing Back

ENDUSER
Pushing Back

Za nazwą Enduser kryje się laptopowy zawodnik Lynn Standafer, w ostatnich latach dość płodny, o czym świadczy potężna lista jego epek i singli, a także projekty grupowe, jak choćby Method of Defiance, gdzie spotkał się między innymi z Billem Laswell'em. "Pushing Back" jest najnowszym albumem długogrającym Lynn'a, wydanym przez niemieckie Ad Noiseam, co oznacza, że oczekiwać można solidnej dawki elektronicznych drgawek o dość agresywnym bądź ponurym kształcie. W istocie Enduser najlepiej czuje się gdzieś między breakcore'm i drum'n'bass'em, podlewając je wspomnieniami po IDM-owych spazmach. Przewodnią ideą płyty tej jest znalezienie balansu między wściekłą elektroniką, złowieszczym niemal nastrojem, a bardziej stonowanym niepokojem czy wręcz melancholią. Połamane i mocne rytmy wzmocnione basem nabierają na "Pushing Back" głębi dzięki kontrastujących z nimi dźwiękowymi plamami, syntezatorowymi pociągnięciami i kilkukrotnie pojawiającym się elementom orientalnym. Do pracy nad albumem Enduser zaprosił bliskich sobie i Ad Noiseam artystów, jak wokalista Nongenetic z Shadow Huntaz (znany też z ostatniej płyty Larvae), wokalistka Kazumi o stylu niczym z płyty Transglobal Underground, didżejów Hidden i Bongra, których remiksy stanowią integralną część płyty. Niestety właśnie integralność stanowi słabą stronę "Pushing Back", rozpoczynającej się bardzo obiecująco, gdy słychać, że elektroniczne rytmy i żonglerka break'ami nie są dla Enduser'a celem samym w sobie, lecz podporządkowanym tworzeniu kompozycji. W istocie, gdy didżej myśli o swoich utworach jako o piosenkach, rezultaty są świetne i o wyraźnym nastroju, jak w przypadku obu utworów z wokalistami czy porywającego potężnym basem i banghrowymi detalami Switch.

Jednak album cierpi na nadmiar dobrych chęci i wręcz kompulsywną potrzebę zmian. Skoro Standafer sam siebie określa jako nieślubne dziecko KRS-One, Skinny Puppy i Photek'a, to zakres tych wpływów implikuje przeskakiwanie między kilkoma estetykami, jak się okazuje dość rozłącznymi. W szczególności, porzucenie melodycznych starań i wielopłaszczyznowego oblicza pierwszej odsłony płyty na rzecz drum'n'bass'owej kanonady w jej drugiej części, wypartej w finale przez digital hard-core przywodzący na myśl Atari Teenage Riot, wychodzi albumowi na złe, zwłaszcza, że trwa on aż godzinę. Dla nagrywającego z reguły epki Enduser'a być może naturalnym odruchem jest takie przeskakiwanie między stylami i w istocie wydanie winylowe płyty składa się z dwóch dwunastocalówek, co moim zdaniem jest uzasadnione. Pierwsza z nich znacznie lepiej dowodziłaby potencjału Enduser'a jako kompozytora kontrolującego chaos swych brzmień i poszukującego synergii między eksplozjami rytmu a głębszą strukturą, a nie "jedynie" didżeja, który techniczną ekwilibrystykę nieco przedkłada przed całościowe spojrzenie w drugiej połowie płyty. Pragnienie pogodzenia furii z harmonią udało się więc zrealizować jedynie częściowo, choć dla udanej pierwszej połowy albumu warto po "Pushing Back" sięgnąć.

[Piotr Lewandowski]