polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
GOLDMUND Corduroy Road

GOLDMUND
Corduroy Road

Tytułem suplementu do recenzji najnowszej płyty Helios, nie mogłem nie napisać kilku słów o poprzednim nagraniu Keitha Kenniffa. Pochodzi ono wprawdzie z zeszłego roku, jednak jest na tyle unikatowe, że warto je przypomnieć. Tym razem Kenniff zasłonił się innym pseudonimem, co wydaje się zupełnie zrozumiałe, jako że "Corduroy Road" różni się dosyć od tego, co prezentuje jako Helios. Brzmienie tej płyty sprawia wrażenie jakby została nagrana na jakimś zapomnianym strychu, gdzie muzyk odnalazł zakurzone pianino, usiadł przed nim i zamyślony zaczął powoli naciskać rozlatujące się klawisze. Wydobył z niego wiele delikatnych, specyficznie przytłumionych dźwięków. Wyłaniają się one jakby z gęstej mgły, niespiesznie składając się w smutne i nostalgiczne, jedynie rzadko przejawiające odrobinę optymizmu, harmonie. Czasem docierają z niej również odgłosy akustycznej gitary i basu, akompaniując pianiście. Pojawiają się tylko na chwilę, by znów zamilknąć wchłonięte przez wszechobecną mgłę. Te wszystkie dźwięki składają się w spokojne, pełne prostoty melodie, za pomocą których Kenniff maluje jakiś zapomniany krajobraz sprzed lat. "Corduroy Road" to zupełnie niezwykła płyta. Jakby zbyt spokojna, prosta, a jednocześnie pełna emocji, nieprzystosowana do współczesnego, pędzącego świata. Wyborny pretekst do odrobiny kontemplacji, dobry zwłaszcza dla tych wszystkich, którzy alergicznie reagują na muzykę poważną. Warto zapewnić sobie z nią kilkadziesiąt minut spokoju.

[Aleksander Kobyłka]