polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
GNARLS BARKLEY St. Elsewhere

GNARLS BARKLEY
St. Elsewhere

Pierwsze oznaki potencjału współpracy Danger Mouse i Cee-Lo otrzymaliśmy na albumie Dangerdoom, gdzie Cee-Lo gościnnie wspomógł MF Doom'a w refrenie jednego z kawałków. Teraz nadchodzi sezon Gnarls Barkley. I tak jak Dangerdoom został uznany za jedną z najlepszych podziemnych płyt hip-hopowych ubiegłego roku - vide nagroda Plug - tak "St. Elsewhere" bez wątpienia zasługuje na podobną estymę, choć znacznie trudniej ten album zaklasyfikować gatunkowo. Jasne, hip-hop gdzieś się przewija, ale soul, funk czy r'n'b są równie istotnymi wątkami na tej płycie, naładowanej zabójczymi melodiami i iskrzącą produkcją, która jak zawsze w wykonaniu Danger Mouse łączy retro sample z progresywną rytmiką. Niespełna czterdziestominutowa płyta zapewnia bardzo inteligentą rozrywkę za sprawą przemyślanych, a zwiewnych jak piórko bitów, chwytliwych partii wokalnych i namacalnej synergii, jaką udało się obu panom wytworzyć w studio. muzyka sprawia wrażenie bardzo spontanicznej, dość powiedzieć, że jedynie cztery z czternastu utworów przekracza trzy minuty. Danger Mouse po raz kolejny udowadania swój kunszt, jednocześnie unikając autoplagiatu i powtórzeń swoich poprzednich projektów. Co prawda, nastrój niezapomnianego "Grey Album" przewija się w beatles'owskim Just a Thought, niektóre podkłady możnaby wyobrazić sobie w Dangerdoom, a kilka motywów deklasuje ostatni album Gorillaz, w którym Danger maczał palce, jednak jest to kropla w morzu frapujących pomysłów. Tym razem podstawą są sample z popu i rock'n'rolla końca lat sześćdziesiątych, Danger przyznaje się też do wykorzystywania włoskich soundtrack'ów, ostatecznie wszystko doprawiając szczyptą elektoniki, choćby w rozedrganym Transformer.

To jednak dopiero połowa sukcesu, gdyż porywająca muzyka jest punktem wyjścia świetnych partii Cee-Lo, który swoim charakterystycznym, skrzekliwym, falsetowym niemal głosem, kładzie na tym torcie niezwykle smakowite wisienki. Rozpoczynając od dzikiego funku Go-Go Gadget Gospel, przez szaleńczo rock'n'roll'owe Gone Daddy Gone i Smiley Faces, przez elektronicznie podrasowane Storm Coming, po niepokojące The Boogie Monster, melancholijne Who Cares? i singlowy Crazy, Cee-Lo z równą swobodą i nienaganną manierą prezentuje teksty, które zaskakująco - jak na popową płytę - układają się w spójną i nietrywialną układankę. W istocie, z każdą mijącą minutą zagubienie, niestabilność, rozmyta tożsamość, paranoja, czy nawet motywy samobójcze okazują się być dla "St. Elsewhere" równie ważne, jak porywające melodie, hooki czy rytmy. Tym samym, Danger Mouse i Cee-Lo nagrywając album pozornie popowy, faktycznie melodyjny i naprawdę rozrywkowy, prezentują zarazem dzieło konsekwentne i mające wszelkie szanse, by skutecznie wytrzymać próbę czasu. W moim katalogu duetów wokalno-producenckich, Gnarls Barkley dołączają tym samym do pierwszego szeregu z Blackalicious, Madvillain, czy Outkast - a dokonania właśnie tych ostatnich są najbliższym chyba punktem odniesienia. Pełna rekomendacja.

[Piotr Lewandowski]

recenzje Broken Bells w popupmusic