polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
UNSWABBED Instinct

UNSWABBED
Instinct

Jakiś czas temu, przy okazji recenzji ostatniej płyty zespołu Watcha, wspomniałem o istnieniu ciekawej, a mało znanej, francuskiej ciężkiej sceny. Będę uparty i ponownie sięgnę w tamte rejony, korzystając z tego, iż jej kolejny przedstawiciel, Unswabbed wydał niedawno album "Instinct". Grupa powstała już dobre dziesięć lat temu, jednak sporo czasu zajęło im zebranie doświadczenia, rozgłosu i pieniędzy, gdyż debiutowali dopiero w 2004 roku. Obecne nagrania to zatem drugi długogrający krążek, na którym rozwijają swoje pomysły łączenia ciężkich gitar ze szczyptą melodii. Szczerze przyznaję, że ich muzyka nie wykracza daleko poza to, co dociera do nas zza oceanu opatrzone etykietą nowego metalu. Nie są oni zbyt oryginalni jeśli chodzi o tempa, gitarowe riffy czy zaskakujące przejścia. Jednakże mam wrażenie, iż podobnie jak w przypadku Watcha, cechuje ich spora świeżość, która pozwala na odróżnienie ich od nowometalowej papki i skłania do przywiązania do nich chociaż odrobiny uwagi. W dużej mierze jest to kwestia użycia języka francuskiego, który doskonale sprawdza się w tego typu muzyce, przy okazji wymaga też trochę odmiennych zagrań. Ponadto Unswabbed, zdając sobie sprawę z pewnej płytkości francuskiej sceny, stara się dotrzeć do różnych odbiorców. Stąd znajdziemy tu dwa, trzy wyjątkowo melodyjne utwory, które od biedy mogłyby załapać się do trochę bardziej komercyjnego radia. Na szczęście jest to tylko chwilowy zabieg, gdyż obok nich mamy rasowe ciężkie utwory, które niejednokrotnie wciągają potężnymi riffami, niemal punkowymi przejściami i sporą dawką autentycznej energii. Unswabbed z lepszym lub gorszym skutkiem próbuje uniknąć zwrotkowo-refrenowego schematu, często powodując dość miłe zaskoczenia. Nawet jeśli decydują się na melodyjność, trzeba przyznać, że robią to w sposób bardzo wciągający. Co ciekawe, "Instinct" jest tak skonstruowany, iż z każdą minutą robi się coraz cięższy - warto zatem doczekać do samego końca. Jednym słowem, w ramach antidotum po nowometalowym zatruciu, można sięgnąć po ich muzykę. Być może nie zachwyci, ale do potrząsania głową w czasie przemieszczania się ulicami nadaje się bardzo dobrze.

[Aleksander Kobyłka]