polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
THE BEAUTIFUL NEW BORN CHILDREN Hey People!

THE BEAUTIFUL NEW BORN CHILDREN
Hey People!

Katuję tę płytę po parę razy dziennie w celu podniesienia sobie ciśnienia i nabrania bojowego nastroju. Wszystkie red bulle, kawy, kreski i ciepłe kubki mogą się przy tym schować.

Co ciekawe na kapelę trafiłem przypadkowo, bo choć zespół dopiero co debiutuje, to na próżno szukać go na okładkach wpływowych pism i w rubrykach Kolejny Rewolucyjny Band / Wielka Nadzieja itd. Póki co w przebiciu nie pomogła zespołowi nawet ustalona marka niezależnego wydawcy jakim jest Domino Records (twórcy sukcesu m.in. Franza Ferdinanda). Ale od czego jest przecież muzyka? Ona obroni się sama, a cały ten marketingowy szajs lepiej sobie zostawić na Arctic Monkeys.

Wielką zaletą płyty jest niewątpliwie jej długość. Niespełna 23 minuty grania, tylko 9 numerów, z czego 8 nie przekracza na ogół dwóch minut, a ostatni utwór liczy sobie ich aż 7. Taka pigułka gitarowego jazgotu wyrosłego na bazie dokonań The Jesus & Mary Chain i Sonic Youth, z wściekłą motoryką i zadziorem MC5 i The Stooges oraz zwariowanym klimatem The Cramps w większych dawkach może być męczącą. Na szczęście TBNBC swym "Hey People!", podobnież jak The Raveonettes parę lat temu udowodnili, że można nagrać mini-album i położyć wszystkich na łopatki. Less is more.

Wspomniany już niemal siedmiominutowy zamykacz "Up Down & Round & Round" to prawdziwa esencja tej płyty. Rozpędzony i rozwibrowany do granic wytrzymałości, uniemożliwia pełne zrozumienie tekstu i taniec inny niż pogo. Surowa energia wprost rozsadza ten utwór; co rusz wyostrza się kolejna gitara dokładając swoją cegiełkę do noisowej ściany dźwięku. Potworna rozpierdolka w finale i końcowe zabawy ze sprzężeniami potęgują wrażenie obcowania z niekontrolowanym chaosem. Taki paw puszczony prosto w głośnik jako odtrutka na Jamesa Blunta i Mandaryne. Polecam każdemu kto lubi bardzo brudne dźwięki.

[Marcin Jaśkowiak]