polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
MESSER CHUPS Crazy Price

MESSER CHUPS
Crazy Price

Kto z nas nie oglądał nigdy chociażby jednego, tandetnego horroru lub filmu science-fiction? Przypominają one zazwyczaj parodie gatunku, chociaż twórcy bardzo starają się przestraszyć widza, który mimo to zaśmiewa się do rozpuku. "Crazy Price" jest jak ścieżka dźwiękowa do takiego dzieła. I nie czynię z tego zarzutu.

Messer Chups zręcznie wykorzystują konwencję tanich filmów klasy B, wsamplowując między swoje utwory dialogi z tychże. Aurę niesamowitości budują przy pomocy niecodziennego instrumentarium: oprócz gitary i basu (na obu gra kierownik całego projektu Oleg Gitarkin), korzystają też z syntezatora, harfy i... thereminu - instrumentu elektromechanicznego skonstruowanego przez rosjanina Lwa Termena i wykorzystywanego głównie przy tworzeniu ścieżek dźwiękowych we wczesnych latach kina. Efekt jest w 100% nowatorski. Muzyka jaką generują to połączenie funku, jazzu i rockabilly, gdzie akcenty zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Od zapętlonych, hipontyzujących, powolnych kompozycji (In 3 Minutes Till Massacre), przez freejazzowe improwizacje (Make Music, But Not Trash) aż po melodyjne, popowe utwory (Sex Euro and Evils Pop). To wszystko przeplatane krzykami przerażonych kobiet i śmiechem szalonych naukowców tworzy psychodeliczny klimat a'la lata '50/'60. Porcja grozy jaką nam serwują Rosjanie, swoje apogeum osiąga na okładce przy czytaniu tytułów: Chasing for Young Blood, Anton la Vey 66.6 FM, Diabolik Boogie. Ciarki przechodzą. Słuchając "Crazy Price" nie sposób uniknąć skojarzeń z Fantomasem - a zwłaszcza płytą "Suspended Animation". Monkey Safari ma identyczny, "kreskówkowy styl", a to nie jedyny, chociaż najwyraźniejszy punkt wspólny tych albumów. Więcej tutaj jednak melodyjności przez co Messer Chups lepiej się przyswaja. Niczym świeżą porcyjkę krwi.

[Bartek Łabuda]