polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
HOMO TWIST Demonologic

HOMO TWIST
Demonologic

Odkąd zobaczyłem Maleńczuka na koncercie The Young Gods w Krakowie żywię do niego sympatię. Do jego błazenad, megalomanii i barwnych kreacji także. Jednak jego ostatnie muzyczne propozycje nie do końca mnie przekonywały. Kolejna reinkarnacja Pudelsów była bezwstydnie komercyjna, solowa, elektroniczna płyta "Ande La More" rozczarowała, zaś "Proste historie" były adresowane do kobiet.

No i nagle gruchnęła wieść, że Maciej Lucyfer de Santa Maria Maleńczuk reaktywuje Homo Twist. Doprawdy bezkompromisowe było to trio, zarówno tekstowo ("..ja Niemców nienawidzę od dziecka.") jak i muzycznie (psychodeliczny "Bema Pamięci Żałobny Rapsod" Niemena).

Tym razem w składzie znalazły się dwie perki, magik od elektroniki i acidowy Titus na basie. Na dzień dobry do radia poszła przeróbka numeru Breakoutu "Oni zaraz przyjdą tu". Wersja Homo Twist przypomina mi raczej jakiś cover Soundgarden, ale się broni. Po wydaniu płyty okazało się, że jest to najbardziej melodyjna piosenka na płycie (może jeszcze poza "Nikt nie odbierze mi ciebie" i soczystym openerze "Me"). Cała reszta płyty jest w gruncie rzeczy antypiosenkowa i refrenów jest na niej jak na lekarstwo. Czasem wychodzi to utworom na dobre (mroczny i niepokojący "Lew Szablasty", zakręcony i natchniony utwór tytułowy), ale zbyt często na gorsze (zupełnie bezpłciowe "Pies Wojny" i "Poeta"). Słychać na tym albumie niezbyt odległe echa poprzedniczki "Monti Revan", nie słychać natomiast dwóch perkusji (no dobra, czasem coś tam puka w tle).

Ogólnie: warto tej płyty posłuchać.
Choć mi i tak znowu coś w niej do końca nie gra. Tylko ten tytuł "Demonologic" jest idealny, bo demon tkwi właśnie w szczegółach.

[Marcin Jaśkowiak]