polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
CALLA Collisions

CALLA
Collisions

Wypatrzyłem kiedyś ten zespół w katalogu wytwórni Young God, którą założył były lider Swans Michael Gira. Nazwisko szefa to dla mnie wystarczająca rekomendacja, aby sięgnąć po nieznane dotąd nagrania pochodzące z tego labela. Poza na ogół interesującymi projektami samego MG, logiem wytwórni sygnowane są także albumy innych wykonawców, jak choćby Ulan Bator, Devendra Banhart, Windsor for the Derby i właśnie Calla. Druga płyta tego tria "Scavengers" była jednym z moich największych odkryć 2001 r. Surowe, indie-rockowe utwory, przeplecione elektronicznymi porcjami hałasu, podane w średnich, lekko zamyślonych tempach i zanurzone w gęstej, neurotycznej atmosferze były czymś zupełnie niepowtarzalnym nawet jak na Nowy Jork. Kolejny album "Televise" miał grupie przynieść popularność, ale skończyło się tylko na własnej niszy. Najnowsze dzieło "Collisions" również nie zapowiada oszałamiającego sukcesu (brak ewidentnego hitu), choć zespół nigdy jeszcze nie brzmiał tak "radio friendly". Od razu można zauważyć brak filmowych, elektronicznych pejzaży, a i sama muzyka zatraciła gdzieś swoje majestatyczne, apokaliptyczne piękno. Pozostały po prostu nagie piosenki, raz lepsze, raz gorsze, ale nadal na swój sposób oryginalne i ciekawe. Niedaleko tym nagraniom do jaśniejszego oblicza drugiej płyty Interpola, choć zarazem słychać w nich melancholię znaną z ostatnich płyt Yo La Tengo. Wyszedł z tego taki trochę noisowy indie-pop, bez awangardowych aspiracji, za to z dużą dawką wciągających melodii. Kilka pierwszych z brzegu przykładów: energiczny opener "It Dawned On Me" zaśpiewany cicho przez Aurelio Valle , albo kolejny na płycie "Initiate", który posiada wszystkie niezbędne cechy porządnego singla i przy okazji budzi miłe skojarzenia z Pixies i The Cure. Koniecznie trzeba też wspomnieć o zabójczo rozkręcającym się "So Far, So What", którego zwieńczeniem jest wspaniała feria roztrzęsionych gitar. Następne w kolejce do pochwał czekają "Testify" i "Swagger" oparte na szybkim rytmie perkusji i świdrujących riffach. No i na koniec płyty dostajemy jeszcze wspaniałe "Overshadowed", w którym po spokojnym wstępie wchodzi porażająca ściana gitar i robi się z tego pełnokrwisty shoegazing w klimacie wczesnego Ride.

Najwidoczniej zespół zdecydował się na kontynuacje kierunku wytyczonego przez "Televise", bo zatrudnił także i tym razem producenta Chrisa Zane'a. Dlatego jeśli komuś spodobała się poprzednią płyta Calla to i z najnowszą propozycja nie będzie mieć większych problemów. Dla pozostałych zauważalny proces wygładzania brzmienia i prostowania konstrukcji utworów może być jednak pewnym rozczarowaniem. Co ciekawe, najnowsze dzieło zostało nominowane do Plug Awards 2005 w kategorii najlepszy album rocka alternatywnego. Co niejako potwierdza, iż zespół wybrał właściwą drogę. A że już mniej ciekawą muzycznie? Ja bym jeszcze z odcinaniem kuponów troszkę poczekał.

[Marcin Jaśkowiak]