polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
COLDPLAY X&Y

COLDPLAY
X&Y

Trochę czasu mi zabrało zanim polubiłem tę płytę. Nie żeby ktoś mnie zmuszał do jej słuchania, ale naprawdę niewiele sobie po niej obiecywałem. Poprzednie dwie płyty, na wyrost okrzyczane arcydziełami "Parachutes" i " A Rush of Blood to the Head" przekonywały mnie tylko miejscami. A zmanierowany, usypiający i po prostu nudny występ na jednym z niemieckich festiwali kilka lat temu dopełnił czary goryczy. Ziewałem i ziewałem aż w końcu poszedłem (i do dziś nie żałuję) na koncert Beth Gibbons z Portishead.

O tym, że Coldplay przygotowuje nową płytę mówiło się już od dwóch lat, data wydania była przesuwana kilkukrotnie. Wokalista Chris Martin zdążył się w tym czasie ożenić z Gwyneth Paltrow i zostać obwołanym - z racji zaangażowania w działalność społeczno-polityczną - nowym Bono. Miałem już dosyć tego medialnego szajsu i po płytę sięgnąłem tylko po to aby się upewnić w swoich uprzedzeniach.

Ale wyszedł klops, bo po kilku przesłuchaniach płyta ugrzęzła w moim odtwarzaczu na dobre. Zespół uniknął na szczęście przesadnego mazgajstwa, znaku rozpoznawczego poprzednich wydawnictw. Gitary grają tu ostrzej, sekcja mocniej, a Martin czaruje zamiast zamęczać swoim głosem. Takich utworów jak lekko depresyjny "Low" czy znakomity, hałaśliwy opener "Square One" słucha się z wypiekami na twarzy. Zespół ograniczył do niezbędnego minimum (1 ukryty utwór) balladkowanie przy akustycznej gitarce i postawił na bardziej wyraziste, rockowe brzmienie. A na dodatek melodie są wręcz zniewalające jak choćby w "White Shadows", "Talk", "A Message" czy przejmującym "Fix You". Jeśli dodam do tej wyliczanki znakomity utwór tytułowy oraz singlowy "Speed of Sound" to wydawać by się mogło, iż powstał album genialny. Ale tak niestety nie jest. Dwie ewidentnie słabsze piosenki czają się pod koniec płyty. Mam na myśli banalny "The Hardest Part" i taki coldplayowy średniak "Swallowed In The Sea". Na szczęście na koniec znów mamy powrót do wysokiej formy - "Twisted Logic" to esencja nowej propozycji Coldplaya.
I tak oto stałem się fanem zespołu. Cholera.

[Marcin Jaśkowiak]