polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Luke Vibert Yoseph

Luke Vibert
Yoseph

Luke Vibert tym razem w barwach Warpa. Nowy krążek człowieka bardziej znanego jako 'kumpel Aphex Twina' idealnie wpisuje się w serię słabych płyt wydawanych ostatnio przez tę wytwórnię. Wygląda na to, że główni głosiciele idei IDM postanowili ostatecznie pogrzebać ten nurt. Ale od początku: słuchając Yoseph mam przykre wrażenie, że to wszystko już gdzieś było. Mimo że Vibert ma na koncie kilka naprawdę niezłych płyt (np. Musipal nagrany jako Wagon Christ), wydaje się, że muzycznie zatrzymał się co najmniej kilka lat temu. Od tak doświadczonego muzyka oczekuję czegoś więcej poza fajnym brzmieniem. A właśnie brzmienie jest jedną z niewielu zalet tej płyty. Chwilami Vibertowi udaje się zbudować dość przyjemny, lekko kwasowy klimat, podkręcany przez miłe dla ucha analogowe dźwięki.
   Yoseph mógłby być idealną propozycją dla ludzi lubiących rozpływać się w wygodnym fotelu ze słuchawkami na uszach. Tak jednak nie jest. Cały efekt niszczą beznadziejne (by nie powiedzieć - żenujące) melodie do spółki z wtórnością pomysłów i monotonią całości. Płyta zapewne przejdzie bez większego echa - i bardzo dobrze, bo właściwie nie ma na niej ani jednej dobrej kompozycji. Okropne.

[Mikołaj Pasiński]